Jak znaleźć przodków w 1926 roku?, 2 luty godzina 17:00

Zapraszam na spotkanie 2 lutego o godzinie 17:00, Muzeum Historii Kielc

Niepowtarzalną okazję do poszukiwań genealogicznych i odszukania przodków  żyjących w wielu miastach, miasteczkach i wsiach II Rzeczypospolitej w granicach sprzed II wojny światowej stwarza obszerny dokument sporządzony w 1926 r.

Pomysł na jego stworzenie pojawił się już w 1919 r. jako idea wysłania podziękowań dla USA od wszystkich obywateli polskich za amerykańskie poparcie dla sprawy odrodzenia państwa polskiego i jego granic. Zamysł zrealizowano jednak dopiero siedem lat później w 1926 r. z okazji 150. rocznicy ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Sporządzona wtedy Deklaracja Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych obejmuje 111 tomów z podpisami ponad 5,5 miliona Polaków, czyli około 20 procent obywateli ówczesnej Rzeczypospolitej. Znajdują się w niej podpisy władz państwowych i lokalnych, pracowników urzędów i instytucji, a także studentów i uczniów szkół średnich i powszechnych.

Jak szukać przodków w tej zachowanej do dzisiaj kolekcji opowie Leszek Dziedzic.

Diabelskie mosty w Polsce i na świecie. 3 listopad 2025 godz. 17.00

Diabelski Most to często spotykana, zwłaszcza w Europie, nazwa „starożytnych” mostów. Większość z nich to powstałe w starożytności lub średniowieczu kamienne lub murarskie mosty łukowe. Jako pierwsi opanowali ich konstrukcję Egipcjanie już w VI w. pne. Nie wszystkie były spektakularnymi osiągnięciami architektonicznymi ale niektóre stały się przedmiotem fascynacji i szczególnego zainteresowania. Dotyczy to tych obiektów, które wydawały się niemożliwe do zbudowania przez człowieka i tylko bezpośrednia pomoc diabła pozwoliła je wznieść. Każdy z mostów ma swoją unikalną opowieść ludową.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszam w imieniu Leszka Dziedzica który wygłosi referat o zaskakującym tytule
Diabelskie mosty w Polsce i na świecie

Spotkanie odbędzie się w Muzeum Historii Kielce przy ulicy Leonarda 4 , 3 listopada 2025 o godzinie 17.

Serdecznie zapraszamy
Świętogen

Dowody pamięci 1 września 2025 godzina 17.00


Zapraszam na najbliższe spotkanie Świętogenu które odbędzie się 1 września o godzinie 17.00 jak zwykle w budynku Muzeum Historii Kielc przy ulicy Leonarda 4. Opowiemy o inicjatywie środowiska genealogicznego, inicjatywie związanej z dostępem do tzw. kopert dowodowych.  Opowiemy o kopertach dowodowych, gdzie ich szukać jak uzyskać do nich dostęp, opowiemy na jakie dokumenty możemy liczyć w kopertach dowodowych naszych pradziadków, dziadków, rodziców.

Złote gody.

Są w genealogii naszych rodzin zdarzenia, którymi w ogóle się nie zajmujemy, lub odfajkowujemy je i gnamy dalej. W moim przypadku tak było z okrągłymi, pięćdziesiątymi rocznicami ślubów. Pewnie dlatego, że byłem młodszy i perspektywa mojego pięćdziesiątego jubileuszu powiedzenia sobie TAK przed ołtarzem, była bardzo odległa. Co prawda już na początku moich genealogicznych poszukiwań, natknąłem się w Internecie na wykaz z 1947 roku, osób odznaczonych za długotrwale pożycie małżeńskie. Był to Dziennik Urzędowy z 19 lipca tegoż roku. Znalazłem w nim interesujące mnie nazwiska. Odfajkowałem to zdarzenie i pognałem dalej. Później, w notatkach prasowych kilku lokalnych gazet znajdowałem nazwiska innych moich krewnych, świętujących także pięćdziesięciolecie rocznicy ślubu. Też je tylko odfajkowałem, bo dla mnie wtedy ważniejsze były nazwiska i umiejscowienie ich w wywodzie przodków. Te później znajdowane odznaczenia, były już nadawane po nowych zasadach.  Za długoletnie pożycie nie przyznawano już Krzyży Zasług, lecz od 1960 roku za małżeństwa na medal nadawano Medale „za długoletnie pożycie małżeńskie”. Od 2007 roku pisownia tego odznaczenia została zmieniona na – Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie. Z krótkim wyjątkiem do 1989 roku medal był nadawany obywatelom Polski przez Radę Narodową. Po tym okresie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

W powyższym wykazie osób odznaczonych Złotym Krzyżem Zasługi, wkradł się błąd. Do tego stwierdzenia doszedłem spoglądając na ostatni numer na tej liście. Numer sto pięćdziesiąt jeden był zastanawiający. Na sto procent, ostatni numer powinien być parzysty. Nie podejrzewam i wykluczam nagradzanie przez  Warszawską Wojewódzką Radę Narodową trójkąta małżeńskiego. Szkoda tylko, że potomkowie Michała Miszalskiego (przy którym widnieje nr 59), przynajmniej z tej listy, nie dowiedzą się jak miała na imię ich krewna – żona Michała.

Z myślą udekorowania mojej piersi jubileuszowym medalem, noszę się bez mała od dwóch lat. Wraz z żoną już się kwalifikujemy. W naszym przypadku, przeszkodą udekorowania nas, była osoba przyznająca to odznaczenie. Okresu oczekiwania, nie zmarnowałem(?) Co się odwlecze, to nie uciecze. Zająłem się cudzym jubileuszem. Chwyciłem za pióro i fantazjowałem na temat złotych godów państwa Rydlów. Takie moje „co by było gdyby”. Napisałem „dramat” o małżonkach Lucjanie i Jadwidze Rydel, którzy w Bronowicach świętowali swoje złote gody.

Wyspiański opisał Rydla wesele, mnie do talentu Mistrza brakuje zbyt wiele, dlatego zapisane przeze mnie papierowe świstki, dałem do sprawdzenia do mojej polonistki. I co mi powiedziała Pani od polskiego? Nielzja! – miast – Pisz, pisz kolego! A poprzestała tylko na przeczytaniu poniższego prologu. Całe wesele poszło się… bawić.

Kiedyś naszło moją Starą
„Tyle lat jesteśmy parą,
że najwyższa pora luby,
poodnawiać nasze śluby!
Przed ołtarzem w tą niedzielę
zamówiłam mszę w kościele!”
Na początku mnie zatkało,
jakby tego było mało,
dopełniła czarę złości –
„Zaprosiłam na mszę gości!”

Podziałało to jak cyjanek.
Z głowy miałem cały ranek
a i dalsze dnia godziny
czarno widzę nie z mej winy.
Gdybym dłużej został w domu
pewnie wziąć musiałbym bromu.
W domu nerwy mnie zżarłyby
więc udałem się na ryby.
Opuszczając me mieszkanko
w drzwiach rzuciłem – „Pa Bogdanko!

Będę robił to co lubię!
Zobaczymy się na ślubie!”
Mówiąc krótko między nami –
Pierdyknąłem mocno drzwiami.
Mocząc kija nad dorzeczem
swoje nerwy teraz leczę.
Wstyd mi tylko, że mój teść
do ołtarza będzie wieść
swą córeczkę – Młodą Pannę,
przy niej ja – Jak zwierzę ranne.

W tą niedzielę przed kościołem
grupka gapiów stała kołem,
a pośrodku zbiegowiska,
żona niczym odaliska
która ruszyć ma do tańca,
w towarzystwie mnie skazańca.
Organista zagrał marsza,
równym krokiem para starsza
sunie wolno przed ołtarze
gdzie już krzesła młodej parze
poustawiał nasz kościelny.
Show must go on! I bądź dzielny!

Na mszę chodzę co niedzielę.
Zwykle staję w mym kościele
na uboczu gdzieś pod chórem,
a tu stać musiałem murem
w samym środku, przed ołtarzem
i się własnym potem smażę.
Po kazaniu poruszenie.
Przeszukuję swe kieszenie
bo wikary szedł z zakrystii
zgodnie z duchem eucharystii
zbierać datek na ofiarę.
Więc spytałem moją stare;

Jakieś drobne masz na tacę?
I powoli rezon tracę
bo drobniaków ni złotówki,
za to pięć banknotów po dwie stówki.
Nieopatrznie je wyjąłem
chcąc je ukryć forsę miąłem,
lecz mnie żona uprzedziła
kasę z dłoni wyłudziła.
Dała księdzu na ofiarę.
On ją wtedy za errare
nazwał głośno „Anielicą”
Pożegnałem się z krwawicą.

I zastygłem w takim geście
jakbym szepnąć chciał o reszcie,
lub dziękować przed mównicą,
że nie nazwał „Czarownicą”.
Popsuła mi humor zbyt hojna ofiara
w kościele do końca usiedzieć się starał.
Gdy usłyszałem Marsz Mendelsona
wstałem pierwszy a za mną żona.
Złapałem telefon i ze złości
pospraszałem swoich gości.
Chochoła, Widmo, Hetmana, Upiorę,
Stańczyka, Radczynię i Wernyhorę,
Czepca, Poetę, Żyda, Rachelę…
na rocznicowe Złote Wesele.

Jerzy Wnukbauma

Spotkanie 2 czerwca

Zapraszam na spotkanie Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego do Muzeum Historii Kielc przy ulicy Świętego Leonarda 4 o godzinie 17:00

Poszukiwania genealogiczne w internecie – wyszukiwarki, przeglądarki indeksów

wyszukiwarka świętogenu

Walne Zgromadzenie

Dnia 7 kwietnia 2025 r. w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 o godz.17.00 w I turze ,o godz.17.30 w II turze odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze ‚Swiętogenu”. Obecność członków obowiązkowa.

Zarząd Ś.T.G. „Świętogen”

Jak powstawały Kielce. Nowe Badania i nowe perspektywy.

Już ponad połowa autorów wydawnictwa „Jak powstawały Kielce…” zapowiedziała swoje przybycie na prezentację książki!
Każdy kto skorzysta z okazji i zjawi się jutro (środa) w Muzeum Historii Kielc o godzinie 17,00 będzie miał niepowtarzalną szansę na zadanie im pytań i uzyskanie wyjaśnień wykraczających poza teksty zamieszczone w publikacji.
Książkę można nabyć w siedzibie Muzeum Historii Kielc, w muzealnym sklepie internetowym https://mhki.kielce.eu/…/97-jak-powstawaly-kielce-nowe…
oraz oczywiście w czasie spotkania.

SPACER HISTORYCZNY „ŚLADAMI STAROWARSZAWSKIEGO PRZEDMIEŚCIA”

SPACER HISTORYCZNY „ŚLADAMI STAROWARSZAWSKIEGO PRZEDMIEŚCIA”

Termin wydarzenia:
niedziela, 12.05.2024, 11:00
Legendarna kielecka ulica, jedno z centrów kieleckiego życia, wymazana z mapy miasta w końcu lat 60. XX wieku. Niedzielny spacer, w poszukiwaniu jej śladów pośród tej, zabudowującej się właśnie części miasta, poprowadzi Leszek Dziedzic. Zbiórka na Rynku pod Urzędem Miasta.
Na fotografii Jana Siudowskiego ostatni  jej fragment udokumentowany w 1972 r.

Rodzina generała Józefa Zachariasza Bema

Najbliższa rodzina generała Józefa Zachariasza Bema i ich potomkowie. Studium oparte na metrykach stanu cywilnego

Studium to jest opracowaniem genealogicznym opartym na parafialnych metrykach urodzeń, małżeństw i zgonów, oraz na aktach stanu cywilnego i innych dokumentach wydanych ówcześnie przez miejscowe władze, dotyczących najbliższej rodziny generała Józefa Bema (1794–1850). Rodzina była liczniejsza niż dotychczas podawano w literaturze poświęconej życiu Generała. Z rodziców, Andrzeja Bema i Agnieszki Głuchowskiej, Generał miał starszego brata i cztery siostry, z których jedna zmarła w dzieciństwie, a z macochy, Marianny Ostafińskiej, kolejnych dwóch przyrodnich braci i co najmniej osiem przyrodnich sióstr, z których trzy zmarły w wieku dziecięcym. Synowie Andrzeja nie pozostawili prawych potomków o nazwisku Bem. Pierwsza część studium przedstawia zawikłaną historię tej rodziny, ujawnia scysje, oszukiwanie dzieci przez rodziców, przewlekłe spory sądowe, nieślubne dzieci i ostateczny rozpad majątku po ojcu. Druga część studium to transkrypcje metryk i aktów stanu cywilnego, w znacznej części tłumaczonych z łaciny i rosyjskiego.

Autorami niniejszego studium (plik do pobrania) są : Ryszard Olesiński, Elżbieta Ginalska, Barbara Szarota

 

WIECZÓR W MUZEUM: historia kieleckich osiedli. Krakowska Rogatka

Rogatka

grafika wieczór w muzeum
Termin wydarzenia:
środa, 22.06.2022, 17:00

Rogatki miejskie, nazywane też celbudami funkcjonowały jeszcze na początku XX w. Były to domki rogatkowe przeznaczone dla strażników, którzy pobierali tzw. opłaty kopytkowe za wjazd do miasta i zabezpieczali je przed kontrabandą. Stanowiły one ważne źródło dochodów miejskich. Jedną z kilku powstałych w początkach XIX w. kieleckich rogatek była rogatka krakowska „Przy trakcie Krakowskim”. W związku z całkowitą likwidacją opłat rogatkowych w 1931 r. rogatki miejskie, w tym i rogatka krakowska uległy likwidacji. Obecnie nazwą Rogatki Krakowskiej określa się bliżej nieokreślony teren pomiędzy zbiegiem ulic Jana Pawła II, Ogrodowej, Seminaryjskiej i Wojska Polskiego, a budynkiem Wojewódzkiego Domu Kultury przy ul. Ściegiennego. Jest to jedyne świadectwo funkcjonowania w Kielcach dawnych rogatek miejskich. O nich właśnie opowie opowie Leszek Dziedzic na środowym spotkaniu w Muzeum.

Spotkania”Świętogenu” maj i czerwiec 2022

Zapraszam na spotkania „Świętogenu” do Muzeum Historii Kielc ul. Św.Leonarda 4 na godz.17.00 w dniu 9 maja:

Temat 1 : Pamięć kulturowa czy epigenetyczna. Dziedziczenie traumy i stresów naszych przodków.
wykładowca : Barbara Kocela

Temat 2 : Indeksy z przeglądarki”Świętogenu” przedstawią: Renata Majewska i Maciek Terek

Dnia 6 czerwca br. Temat : Miłość zapisana w pocztówkach. O Izabeli Jastrzębskiej – Węgierkiewicz. Opowie Kornelia Major

zapraszam Kornelia Major

Walne Zgromadzenie

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świętogen” zwołuje w siedzibie Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 dnia 4 kwietnia 2022 r o godz. 17.00 w II terminie godz. 17.30 Walne zgromadzenie- Sprawozdawczo- Wyborcze członków .

Za Zarząd :
Kornelia Major
Kielce,dnia 4 marca 2022 r.

Drzewa genealogiczne

Prosimy osoby które mają wykonane „drzewa genealogiczne ” o wypożyczenie ich na wystawę z okazji 15 lecia istnienia naszego „Świętogenu”. Wystawa będzie miała miejsce w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Informację prosimy kierować na pocztę mailową „Świętogenu „.

swietogen.kielce at op.pl

TERMINARZ SPOTKAŃ W ROKU 2022

W roku 2022 jeśli pozwolą nam obostrzenia sanitarne związane z epidemią Covid-19 to będziemy nadal spotykać się o godz.17.00 w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 :

7 lutego 2022
7 marca 2022
4 kwietnia 2022
9 maja 2022
6 czerwca 2022
lipiec
sierpień
5 września 2022
3 października 2022
7 listopada 2022
5 grudnia 2022

ODWOŁANE SPOTKANIE …

Muzum Historii Kielc odwołuje wszystkie spotkania które w najbliższym czasie mają się odbywać w ich budynku.

Poinformowano mnie, że nasze spotkanie w dniu 6 grudnia br. też zostaje odwołane.

Kornelia Major

Konferencja naukowa „Jak powstawały Kielce? Nowe badania i nowe perspektywy”

14–15 października 2021 r. od godz. 9.00
https://www.facebook.com/events/460483681906843

Serdecznie zapraszamy na konferencję współorganizowaną przez Muzeum Historii Kielc, Instytut Historii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach oraz Wydział Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która odbędzie się w sali konferencyjnej Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej (Kielce, ul. Zamkowa 3).

Rocznica 950-lecia powstania miasta Kielc przypadająca w 2021 r., aczkolwiek umowna i dyskutowana w nauce, nawiązuje do tradycji poprzednich obchodów początków miasta, uroczystości i wydarzeń zorganizowanych w 1971 r. pod hasłem „IX wieków Kielc”. Przyjęto wówczas, że moment ufundowania kolegiaty kieleckiej w 1171 r. przez bpa krakowskiego Gedeona był poprzedzony co najmniej stuletnim okresem zawiązywania się osady i jej stopniowego rozwoju, a przede wszystkim ufundowaniem w – bliżej nieokreślonym czasie – najstarszego kościoła św. Wojciecha. O zorganizowanych wówczas uroczystościach przypomina do dziś nazwa jednej z ważniejszych ulic w mieście: „IX wieków Kielc”. Od tego czasu minęło kolejne pół stulecia. To okazja do ponownej refleksji naukowej nad genezą, początkami i rozwojem „mieściny łysogórskiej”, jak określił Kielce przed laty prof. Kazimierz Tymieniecki, kielczanin, klasyk polskiej historiografii i jeden z najwybitniejszych polskich mediewistów, współzałożyciel Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Z tej okazji zapraszamy na konferencję naukową, która zgodnie z tytułem przedstawi najnowsze ustalenia interdyscyplinarnego zespołu referentów, archeologów, historyków, historyków sztuki, archiwistów, bibliotekoznawców reprezentujących różne ośrodki naukowe w kraju, na temat genezy oraz rozwoju osady i miasta w swojej najwcześniejszej średniowiecznej i nowożytnej fazie powstania.

Specjalnym akcentem konferencji będzie uhonorowanie postaci oraz dorobku naukowego prof. Kazimierza Tymienieckiego, prekursora badań nad początkami miasta, którego osobowości twórczej poświęcony zostanie specjalny panel konferencji.

 

Patronat honorowy: Biskup Kielecki, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego, Wojewoda Świętokrzyski, Prezydenta Miasta Kielce, Rektor UJK, Wydział Historii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

Patronat medialny: TVP3 Kielce, Radio Kielce, Radio EM, Radio Fama, Echo Dnia, Gazeta Wyborcza.

Konferencja odbędzie się przy zachowaniu obowiązujących obostrzeń sanitarnych. Z tego względu liczba miejsc dla publiczności jest ograniczona.

SPOTKANIE dnia 7 czerwca 2021 r. Wznawiamy działalność.

Dnia 7 czerwca o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc.
.Temat spotkania : Genealogia po pandemii. Dopływy akt metrykalnych w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach.

Kornelia Major

To Jurka Użyczaka wiersz sprowokował mnie, aby już się spotkać. Przeczytajcie :

Czekając na koniec pandemii

Jeszcze trochę moi mili
doczekamy się tej chwili
że Kornelia nam obwieści
informację takiej treści :
” Dość kwarantan, dość odludzia
Czas się spotkać, wypić brudzia
porozmawiać o normalce
w muzealnej małej salce”.

jeszcze trochę cierpliwości,
i normalność znów zagości.
Nic nas w domach nie uziemi
odetchniemy od pandemii,
zaprosimy sympatyków
nowicjuszy i praktyków.
Bądżmy cierpliwi Panie i Panowie
aż Prezes te słowa wypowie.

Jerzy Wnukbauma

Wigilia naszego czasu

Wigilia naszego czasu
Inna niż wszystkie bo tamtych nas już nie ma
kalendarze odliczyły dni utopiły w szarej codzienności
nasze zielone emocje i oczekiwania
czas zakpił z jednego sensu myśli
zostawił ślad w zakrętach i pytania o dalszy ciąg
osadzeni bez wyboru na wirującej Orbicie
krążymy w samotnym korowodzie
dzieci jednego księżyca i jednej epoki
świętujemy Boże Narodzenie
bo to tutaj na Ziemi a nie w przestworzach
ta Boska droga do Betlejem
czas zaznaczył to miejsce od ponad dwóch tysięcy
a ta ubogość narodzonego zadziwia i budzi lęk
bo skąd ta jasność na Drodze
ale ciągle w nas mieszka dziecinny nastrój
tamtego magicznego wieczoru
kiedy niebo zapali pierwszą gwiazdkę
pomyślmy o bliskich i niemożliwym
jak poznać smak rodzinnego świętowania
kiedy nie można być razem
w ramie tradycji stroimy zielone drzewko
obdarowane prezentami
może to jego żywiczny zapach przypomina
o więzi z naturą daje poczucie bezpieczeństwa
na stole białym podzielone życzenia
dla nieobecnych kruchym opłatkiem
kapiące łzy świecy sianko rybia łuska
zamyślenie wspomnienia i kolęda
a nasz spłoszony lęk ukrywa się
w wigilijnej ciszy i przywołuje do nas
Aniołów z szopki betlejemskiej
B.Kocela grudzień 2020

Książka o brzezińskich rodach.

Ukazała się książka: HISTORIA życiem pisana brzezińskie rody część I

Autorzy : Marianna Węgrzyn i Damian Zegadło

W sprawie nabycia książki proszę skontaktować się z panem Damianem Zegadło nr telefonu
731 413 326

książka kosztuje 25.00 zł Do książki jest dołączona płyta z odtworzonymi
drzewami genealogicznymi opisanych rodów.

MILCZĄCA CISZA

Dzisiaj cisza
zamieszkała między nami
obsiała pola makiem
obiecuje skrawek nieba
na własność
wzruszone słowa
zamieniła w milczenie
wyludniła ulice
w lasach tylko zawilce
i zdziwione ptaki
podarowała czas
przemyśleniom
co ważne a co ważniejsze
na lotniskach
ustawiła samoloty
w równych szeregach
aby ochronić
milczące błękitom niebo.

Barbara Kocela 13 kwietnia 2020

Wielkanoc nastała, moc radości nam dała!
Życzymy więc wiosny i obfitości.
Niech ten czas Wam upłynie w pokoju i miłości

ODWOŁANIE

WALNE ZGROMADZENIE ODWOŁANE.

O nowym terminie powiadomimy  po wygaszeniu epidemii koronawirusa.

 

W dniu 6 kwietnia 2020 r. w Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz.17.30 odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawcze członków Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach.

Kornelia Major

Życzenia

Wszystkim genealogom i sympatykom  naszej  działalności  życzę  zdrowia,szczęścia,pełnych  spokoju i radości ŚWIĄT BOŻEGO  NARODZENIA ,wypoczynku w gronie rodziny i przyjaciół  oraz wszelkiej pomyślności w Nowym  Roku.

Kornelia Major

SPOTKANIE WYJAZDOWE 26 pażdziernika 2019 r.

Nasze spotkanie z dnia 4 listopada 2019 r. przekładamy  na  dzień 26 pażdziernika 2019 r. Pojedziemy do pałacu – DZIĘKI- w Wiązownicy. Wycieczka potrwa około 6 godz. Planowany wyjazd z Kielc  o  godz. 9.30-  zbiórka na  dziedzińcu Muzeum Historii  Kielc  o  godz.9.15.

Mamy już komplet  uczestników którzy zgłosili się  i potwierdzili  uczestnictwo w wycieczce.  Dziękuję.

Kornelia Major

Zapraszam na pierwsze powakacyjne spotkanie, które odbędzie się dnia 2.09.2019 roku o godzinie 17:00 w Muzeum Historii Kielc.  Opowiem Państwu o duchu. Duchu, którego każdy nosi w serduchu. A jeśli ktoś nie wierzy w ducha, uwierzy kiedy wykładu wysłucha!

Temat spotkania „Genius loci”.

Spotkanie prowadzi Jerzy Użyczak.

Pogrzeb

Zmarla  nasza  koleżanka  Maria  Brylska.

Msza święta  w intencji Zmarłej odprawiona  zostanie w czwartek 21 marca o godz.14.00 w kościele p.w.św. Prokopa w Krzęcicach, po czym nastąpi  odprowadzenie do  grobu  rodzinnego na  cmentarz  parafialny.

Będzie  nam  Ciebie   brakowało Mario.

Koleżanki i  koledzy „Świętogenu ” w Kielcach

 

Spotkanie 4 lutego 2019

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świetogen ” w  Kielcach
zaprasza dnia 4 lutego 2019 r.o godz.17.00  do  Muzeum Historii Kielc na
wykład Pana Dariusza Kaliny.
Temat : Dzieje  Czarnowa i zachodniej części Kielc.
Wstęp  wolny.
Kornelia Major

Spotkanie dnia 4 czerwca 2018 r.

Dnia 4 czerwca 2018 r. o godz.17.00 zapraszam  na  kolejne  nasze  spotkanie do  Muzeum  Historii  Kielc  ul.Św. Leonarda 4.

Temat : Konwersje  z  judaizmu  na  katolicyzm  w XIX wieku.

Wykładowca : dr  Lech  Frączek z Uniwersytetu  Jagiellońskiego.

Wiatrak w Suchedniowie

Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala  znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal

Spotkanie dnia 7 maja 2018 r.

Dnia 7 maja 2018 r. o godz.17.00  zapraszam  sympatyków genealogii do  Muzeum  Historii  Kielc ul.Św. Leonarda 4  na  kolejne  nasze  spotkanie.

Temat:  Warsztaty  genealogiczne- szukamy  przodków poza  aktami  metrykalnymi.

Spotkanie prowadzi : Maciej  Terek

Życzenia świąteczne

Z okazji  Świąt  Bożego  Narodzenia oraz Nowego Roku 2018  życzę wszystkim  naszym członkom , sympatykom oraz  ich  rodzinom , zdrowia , radości , miłości  i  miłych  chwil  przy  wigilijnym stole oraz wszelkiej  pomyślności w  nadchodzącym  roku.

Z Urzecza.

Ciekawość człeka z czasem nachodzi,
kim był jego przodek i skąd pochodzi?
Gdy mnie dopadła chęć poznania
zabrałem się do poszukiwania –
Wygodnie siadłem do komputera
i zabawiłem się w genehuntera.

Wpisałem w Google swoją godność,
wygooglowało mi jedną zgodność –
‚Modry urzyczak” -Zwierciadło etnologiczne?
– drobny druk, ryciny, odsyłacze liczne.
Sto siedemdziesiąt cztery strony!
Końca nie widać. ” Byłem przerażony.

Czytałem wszystko. Nuda była.
Ciekawość jednak zwyciężyła,
(Nie mogłem czytać na odczepnego
bym nie przegapił tego modrego).
Szukałem ciekaw w elaboracie
czy modry bo – po denaturacie.

Wreszcie znalazłem to co szukałem.
O denaturat już się nie bałem.
W tekście wyjaśniał dr Stanaszek,
że jest to męski fatałaszek,
innymi słowy – strój wilanowski
nosiły go nad Wisłą wioski.

Więc źródłosłowem mego nazwiska,
(jak dajmy na to – koszula ciału bliska),
był były, męski przyodziewek?
Mam być ofiarą licznych prześmiewek?
Kupiłem książkę. A co mi szkodzi.
Z niej dowiedziałem się o co chodzi.

I nawiązałem kontakt z autorem
wkrótce odpisał mi z humorem;
„Ze Skolimowa przodek Twój
Nosił w Falentach z Urzecza strój
Jak go widzieli tak go nazwali,
odtąd Urzyczak w aktach pisali.

Do dziś autora darzę sympatią
trochę za książki dedycatio.
„Temu, który nie mieszka na Urzeczu,
lecz jego korzenie po mieczu
świadczą, że jego dola człowiecza
wzięła początek od przodka z Urzecza.”
Jerzy Wnukbauma

Dawne wigilie w dworach,domach mieszczan i chatach chłopskich

Przygotowując ten  temat na  wykład, który miałam  w  dniu 4 grudnia 2017 r. w Muzeum  Historii  Kielc zajrzałam do  opisów  wigilii  Glogiera, Kitowicza i Kolberga. Porównałam  z  opisami dawnych  wigilii  w  mojej  rodzinie korzystając z  listów moich  ciotek, stryjów. Rodzina  zasiadała  do  wigilii  w  licznym  gronie  w  kilku  miejscach  w  Polsce  i  poza  granicami. Stąd  pochodzą opisy  jak  ucztowano  , co  jedzono i  jakie  panowały  zwyczaje. Uczestniczyłam  w  wielu  wigiliach  w  różnych  regionach  w  Polsce i wśród  polonusów w Stanach  Zjednoczonych. Wszędzie  starano  się  zachować  przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  nasze dawne  zwyczaje. Co  z tych  moich obserwacji  wynika   napiszę  w  podsumowaniu.

„Starodawna wilija” –  to  nie  tylko  uczta  przy  suto  zastawionym  stole często zakrapiana  wspaniałymi nalewkami  w dworach  u  mieszczan  i  chatach  chłopskich . To  był  wieczór pełen  różnych  magicznych  zdarzeń, ceremonii, wróżb w  formie  jakiegoś  widowiska  przenoszony z dworu, chat  chłopskich  do  miast.  Wszystko  zaczynało  się  o  świcie , a  nawet  wcześniej  gdy  zaczynały  piać  koguty. Wierzono,że :

  •  kto  rano zerwie  się  dzielnie z łoża – ten  przez  cały  rok  nie będzie  przeżywał kłopotów  ze  wstawaniem,
  • która panna tarła  w  tym  dniu mak, to w nadchodzącym  roku czeka ją  zamążpójście,
  • który  myśliwy w  tym  dniu  coś  upoluje, ten mógł  liczyć  w  najbliższych   miesiącach na  szczęście  spod  znaku  Huberta ,
  • każdy  chłop wybierał  się  rano przezornie  do karczmy  aby chlapnąć  okowity, bo  to  wróżyło, że  w  nadchodzącym  nowym  roku  nie  grozi  mu  abstynencja,
  • który  spryciarz  podebrał ukradkiem  sąsiadowi siekierę, pług, czy  nawet  wóz ten  cieszył  się odtąd, że  wszelkie  dobro  będzie  mu  lgnęło  do  rąk,
  • mówiono, że  w  wilią  chłopców  biją, a dziewczęta  we  święta
  • przyjmowano, że w  wigilię  los  człowieka może  się odmienić – nawet  Melchior  Wańkowicz  w  to  wierzył i twierdził,   w  jednym  z  felietonów  że” w  dzień  wigilii gdzieś  na  Mlecznej Drodze  Szafarz Niebieski odwraca klepsydry naszych żywotów „.

Wróżby  jak  to  wróżby istniały  od  dawna , ale  w  tym  dniu  prym  wiodła  kuchnia w  których  królowały przeważnie  kobiety.

Mężczyżni   wszystkich  grup  społecznych  nie  cierpieli tego  dnia  gdyż aż  do  kolacji wigilijnej  obowiązywał  post, a  w  domu  panował niesamowity  rwetes   więc  nie  mogli  doczekać  się  pierwszej  gwiazdki. Wreszcie , kiedy  stół  był  nakryty  białym  obrusem  pod którym ułożono  siano, a  na  talerzyku   ułożono  opłatek czas  było  zasiadać  do  kolacji  jak  tylko  ukazała  się  na  niebie  pierwsza gwiazda. Należy dodać , że  zwyczaj  kładzenia  siana  pod  obrus   nie  dotyczył  tylko  chat  chłopskich, ale zwyczaj  ten  obowiązywał   w  dworach   i    domach  mieszczańskich.

Wieczerzę  rozpoczynano okolicznościową modlitwą  na  głos, zwykle  czynił  to  gospodarz  lub leciwa  osoba, albo  zaproszony ksiądz  dobrodziej.  Łamano  się  opłatkiem i składano  sobie  życzenia . Przypominano  tych  co  odeszli  na  zawsze „bywało  też ( zwłaszcza  w  legendach ), że  skądś  nadchodził w  ostatniej chwili  strudzony  wędrowiec,  że zjawił  się  nieśmiało  syn  marnotrawny, że przykuśtykał o  kuli  wiarus z dawno skończonej  wojny. Była  radość, łzy”

Wigilią rządziła pewna magia liczb. Tak więc :

  •   ilość ucztujących musiała  być  zawsze  parzysta jako , że przypadek  odmienny groził komuś z nich  rychłą  śmiercią. Znany  jest  przypadek, że  dwa  razy  odstąpiono od  przesądu , pisała babce Maria Estreicherówna „raz  siedziało już dwanaścioro osób, gdy przy  stole dowiedziano się , że sąsiad Leon Mikuszewski spędza samotnie  wieczór. Sprowadzono  go –  mimo, że  musiał  być  trzynastym i rzeczywiście  umarł w ciągu  roku. Drugi  raz  do  stołu  zasiadło dziewięć  osób, a w kilka miesięcy póżniej  umarł mój  dziadek. ” Te dwa przypadki utrwaliły w  jej  rodzinie wiarę  w  feralność  nieparzystych  liczb  i  odtąd  aby  uniknąć podobnych  sytuacji do  stołu  zapraszano  kogoś  ze  służby.
  • bardzo  ważne  było i  jest  nadal pozostawianie wolnego  jednego  nakrycia przy  wigilinym stole Ciekawe jest , że w przypadku  potraw kierowano  się  liczbą nieparzystą  i tak :
  •   –   magnaci  musieli  mieć  11 potraw
  • –     szlachta   9
  • –     na wsi  7 a nieraz sadziła  się  na  więcej.

Na  dworskim  stole i  stole  mieszczańskim  w  wigilię  podawano do  wyboru : barszcz czerwony z kiszonych  buraków  z  fasolą  (  potem i  obecnie   uszka  z  farszem  grzybowym ) zupę  grzybową  z  łazankami  lub  zupę  rybną  z  migdałami , pierogi  z  kapustą  i  grzybami, karp  smażony, karp w galarecie , karp w szarym  sosie, szczupak  faszerowany, łazanki  zapiekane  z kapustą  i  grzybami , kluski  z  makiem i  miodem, kulebiak lub  cebulaki , kapelusze  borowików nadziewane  farszem  grzybowym  zapiekane  na  maśle, kompot  wigilijny  ugotowany  z  suszonych  owoców .

Na  deser  podawano różne  ciasta : strucla  z  makiem , zawijaniec  z  masą  śliwkową, kakową ,  makowce  na kruchym  spodzie  mocno  lukrowane, chały słodkie  z kruszonką , baby drożdżowe  gotowane , pierniki  przekładane  różnymi  masami i  mnóstwo różnych  ciasteczek . Podawano  również  owoce  cytrusowe , suszone  bakalie  , orzechy  włoskie, laskowe  i tp. Kutia była  też  obowiązkowo  podawana  na  deser.

W chatach  chłopski na  wieczerzę  wigilijną  podawano :

żur z grzybami, zupę  z  konopi  zwaną siemieńcem lub  siemieniatką

kapustę  z  grochem  lub  fasolą,

polewkę  z  suszonych śliwek , gruszek, jabłek,

grycok,

rzepę  suszoną lub  smażoną  na  oleju ,

karp  smażony,

kompot  wigilijny  z  suszonych  owoców.

Po  głównych  jadłach  podawano  ciasta : drożdżowe  z  kruszonką, struclę  makową i  z masą  śliwkową  a  dla  dzieci  słodkie makiełki .

Ze  zwyczajów  wigilijnych należy  jeszcze  wymienić :

  •  nie  odkładać  łyżki dla odpocznienia, gdyż ten  co  to  uczyni może  nie  doczekać następnej wigilii,
  • póżnym  wieczorem raczej  bliżej  pasterki do  drzwi  dobijały  się ” gwiazdory” lub „Józefy”-brodaci przebierańcy z laskami, dzwonkami, torbami  a  przede wszystkim rózgami . Dziwni przebierańcy przepytywali z pacierza,  nieraz  nagradzali jabłkiem albo cukierkiem ale też czasami przycięli  po  siedzeniu rózgą nie  bardzo  uwzględniając , że  to  wigilia.

Dopiero  po  wieczerzy  dzieci  mogły  podejść pod podłaziczkę obecnie choinkę i odszukać  swoje  prezenty. Choinka  zagościła  u  nas  jakieś  150  lat  temu i  wymyślona  jest  przez Niemców. Naszą podłaziczkę w  niektórych  regionach Polski jeszcze spotykamy . W Polsce  istniał  zwyczaj  obdarowywania  dzieci  prezentami  dopiero  po  Nowym Roku –  teraz  w  wigilię. W tym czasie  gdy  dzieci  zajmowały  się  prezentami  młodzież  zajmowała  się  wróżbami :

  • kto wyciągnął  spod  obrusa zielone  siano – to oznaczało  ożenek  w  karnawale,
  • żółte  siano – trzeba  na  ożenek  poczekać,
  • wyschłe  i  poczerniałe – będzie  się  kiepściło w samotności  do  końca życia,
  • rzucano  kłosami  o belkę w powale  bo  chciano  się  dowiedzieć jaki będzie urodzaj,
  • dziewczęta z krzykiem wybiegały z domu, żeby z psiej szczekaniny dowiedzieć się z której strony nadjedzie kawaler  chętny  do  ożenku,
  • gospodarze udawali  się  do  sadu,  pukali  w  ule aby   obwieści ” Chrystus  Pan  się  narodziŁ ” albo przymierzali  się  siekierami do  drzewa ,  najczęściej  jabłonki  i  pytali ” będziesz  rodziła czy  nie  będziesz ? „.  Gdy   milczała  obchodzili  wokoło  i  powtarzali  pytanie, dopiero  uzyskawszy  odpowiedż ” tak ” ( głos  dawał  ktoś  z  domowników ) gospodarz  obłapywał drzewo  i  nie  przymierzał  się  z  siekierą.                                                                                            Od  zwierząt  nie  żądano  żadnych obietnic. Wilki przywoływano ” do  grochu ” co  było  zaklinaniem, aby  tu się  nie  pojawiały. Bydło  raczono resztkami  opłatka i  resztkami  ze  stołu  wigiliinego. Przed północą szybko  opuszczano  oborę aby o 12.00 w  nocy  nie  słyszeć o  czym  rozmawiają  zwierzęta  bo  mowa krasul  może  być  słuchana  tylko  przez  tych  co nie  popełnili  żadnego  grzechu.                                                                                                                      We  wszystkich  domach słychać  było śpiew  kolęd : w  dworach, domach miejskich, chłopskich  chatach. W dworach  i  miejskich  domach śpiewano  przy akompaniamencie fortepianu, pianina, klawikordu itp.W  chatach  chłopskich najczęściej  skrzypce, basetle , fujarki  itp.             Wszędzie  śpiewano: ”  Bóg  się  rodzi „,”Wsród  nocnej ciszy”,” Lulajże  Jezuniu” ,
  • , pastorałki i  najpiękniejsza  z  nich”: Oj  maluśki , maluśki”
  • Po  wieczerzy  udawano  się  na   Pasterkę : państwo z  dworów ubrane  w  futra saniami  wyśćiołanymi też  futrami, z chałup  chłopskich  ludzie  w  kożuchach – saniami  wyśćiołanymi  słomą  i  zarzuconymi  derkami .
  • Pastorałki  miały różną  oprawę muzyczną i  przyozdabiane  były  ćwierkaniem  wróbli, świergotem skowronków , gwizdami  kosów  lub  krakaniem  wron a czasami  zawył  wilk.  To zmyślna  kawaleria wojskowa  popisywała  się umiejętnościami   wychodząc  ze  swą  produkcją  na  chór. W kieleckiej  katedrze  takimi  umiejętnościami popisywał  się  będąc  na urlopie kawalerzysta Jerzy ” Świerszcz ” Pytlewski .
  • Czy  to   nie  o  takich  występach, świergotach myślał Liebert  pisząc  swoją Pasterkę ?  Śpiewu ptaków i  odgłosów  różnych  zwierząt  tam  nie  brakuje .
  • Podczas  Pasterki  robiono  sobie  różne  figle : zszywano  nicią  sukmany albo  długie  kiecki żeby  było  się  z  czego  pośmiać. Zdarzało  się , że  uczniaki  do  kropielnicy  nalali  inkaustu.  Śmiano  się  ze  wszystkiego  gdyż  uważano, że  ta  noc  powinna  być  radosna.                            Po  Pasterce   mieszkańcy  dworów  udawali  się w  odwiedziny  do  następnych  dworów i  wędrówka  trwała  aż  do  białego  dnia. Chłopi  udawali  się  do  swoich  chałup ale  też  biesiadowali  aż  do  pierwszej  mszy świętej.
  • Wiele tradycji  wigilijnych  przetrwało  do  naszych  czasów, różny  jednak  jest  zestaw  potraw  wigilijnych  na  naszych  stołach. Zawdzięczamy  to masowej  wędrówce  naszych  rodaków,zawieranym  związkom  małżeńskim w  różnych  rejonach  naszego  kraju .
  • Wspomnę  jeszcze  o jednym  zwyczaju  do  tej  pory  w  niektórych  rodzinach  trwającym i  spotykanym tylko  na Kielecczyźnie : w latach  gdy 24 grudnia  wypada  w  niedzielę,  dzień wigilii Bożego Narodzenia jest przesuwany  na sobotę ponieważ :  niedziela  nie  przyjmuje postu . W takim przypadku wigilia  jest  w  sobotę a Boże  Narodzenie  jest  obchodzone  przez  trzy  dni.

Towar macany należy do macanta.

Pochwalę się moją nową znajomością. Rok temu na przystanku autobusowym spotkałem ładną kobietę. Przez przypadek dowiedziałem się, że niedawno skończyła okrągłe sześćdziesiąt lat i przeszła na emeryturę. Z tej okazji zafundowała sobie odmładzającą operację plastyczną. Po zdjęciu wszystkich opatrunków postanowiła sprawdzić efekt swojego przeobrażenia i przy byle okazji wypytywała przypadkowe osoby, ile według nich liczy sobie ona lat. Była wniebowzięta, gdy za każdym razem odejmowano jej dziesięć, dwadzieścia lat. Cieszyła się, gdy w sklepie spożywczym ekspedientka przy kasie określiła jej wiek na trzydzieści kilka lat. Na ulicy przypadkowy młody mężczyzna dawał jej nawet dwadzieścia pięć lat. Rozradowana powiedziała mu, że niedawno rozpoczęła szóstą dekadę. Wykupując leki w aptece przeprosiła panią magister o zbytnią śmiałość i poprosiła ją o szczerą ocenę jej wieku. Nie posiadała się ze szczęścia, gdy pani magister powiedziała – „Czterdzieści, góra czterdzieści dwa lata”. Usatysfakcjonowana orzekła farmaceutce, że miesiąc temu właśnie skończyła sześćdziesiątkę.

Po wyjściu z apteki przez pewien czas przyglądała się jeszcze sobie w szybach sklepowych witryn. W końcu poszła na przystanek komunikacji miejskiej, na którym stałem też ja. Wokół cisza i spokój. Żadnej żywej duszy. Nie musiałem zbyt długo czekać i mnie też zadała pytanie – Przepraszam! Ile według pana liczę sobie lat? Początkowo zatkało mnie, lecz niegrzecznie jest nie odpowiedzieć kobiecie. Skoro tak grzecznie prosi, zebrałem się na śmiałość i powiedziałem – Mam już swoje lata i trochę kiepski wzrok. Po czym dodałem szybko – Ale ręce mam sprawne i dotykiem jestem w stanie nieomylnie określić, ile Pani ma lat. Obruszyła się, lecz jak wcześniej wspomniałem wokół cisza i spokój, autobus nie nadjeżdżał. Tylko przez chwilę walczyła ze swoją ciekawością. W końcu przegrała. Wyraziła zgodę na zaproponowaną przeze mnie metodę oceny jej wieku. Wymacałem nawet jej piersi i pośladki. Na więcej nie pozwoliła. Jakież było jej zdziwienie, gdy po kilkuminutowym badaniu dokładnie oceniłem jej wiek na sześćdziesiąt lat, jeden miesiąc i dwa dni. Zawstydzona spytała tylko – Jakim cudem pan zgadł? Nie trzymałem jej długo w niepewności i przyznałem się – Stałem za Panią w aptece! Z grzeczności nie dodałem, że moja dokładność oceny wieku, wynikła z podanego przez nią przy okienku numeru pesel! Wiadomo – RODO!

Tak rozpoczęła się nasza znajomość. Później jeszcze kilkukrotnie wpadaliśmy na siebie. Zostaliśmy nawet koleżeństwem. Zaprosiłem ją na kawę. To wtedy zaraziła mnie… Ups! Wróć! Złapałem od niej tylko genealogicznego bakcyla. Pokazała mi, jak szukać swoich przodków i jak zrobić swoje drzewo genealogiczne. Nauczyła mnie korzystania z tematycznych, internetowych stron. Na kolejnym naszym spotkaniu zostałem przez nią obdarowany fajką wodną. Zakupiła ją na wycieczce do Indii. Podziękowałem i zaproponowałem jej wspólne wypalenie „fajki pokoju”. Stanowczo odmówiła. Nie to nie! W domu zapaliłem sziszę sam. Po dwóch, trzech dymach zauważyłem na jej szklanym naczyniu niewyraźną plamkę. Potarłem szkło i z dymem fajki wodnej wydostał się z niej jakiś dżin. Początkowo przestraszyłem się i zrobiłem głupią minę do złej gry. Upewniłem się nieśmiało – Spełnisz moje trzy życzenia? Roześmiał się tylko i powiedział – Takie cuda to tylko złota rybka! Ja spełnię tylko jedno twoje życzenie. Pokazałem mu zrobione przez siebie drzewo genealogiczne. Patrz – mówię do niego – Gdzie nie spojrzysz same chłopy. Jak nie komornik to czynszownik. Sami uczciwi i pracowici. Okupnicy, wyrobnicy, parobki, kopacze, połkmiecie, kmiecie… Weź coś z tym zrób! Dodaj trochę szlachetnej krwi i kilku znacznych przodków! W odpowiedzi usłyszałem – Nie ma takiej opcji. Ja mogę robić to co jest realistyczne! Możliwe do wykonania! No dobra! – odpuściłem – To zrób coś dla Polski! Spraw, by pieniądze z SEFE-0 Nawrockiego i Glapińskiego wpłynęły na potrzeby naszej armii. W odpowiedzi usłyszałem – O kur..! Pokaż mi jeszcze raz to drzewo genealogiczne!

Rano obudziłem się i stwierdziłem, że moje drzewo genealogiczne rozrosło się przez jedną noc. Ucieszyłem się, bo moim najstarszym przodkiem był dostojnik rzymski Okowitan żyjący w I wieku przed naszą erą. Zagłębiając się bardziej w swoje korzenie, stopniowo rzedła mi mina.  Choć dalsi zstępni rzymianina płodzili samych szlachetnie urodzonych, ich imiona i przezwiska powodowały u mnie złość. Ot choćby na dworze naszego pierwszego króla podczaszym był Piworzłop. W XVI wieku z mego rodu kasztelanem królewskim był mój praprapradziad Samogończyk. Jego prawnuk Winosław był pułkownikiem królewskim.  Ordynatem na Kresach był Wódogrzmot. Poległ w Barze. Ostatnim z urodzonych był Esperaliusz żyjący w okresie międzywojennym. Mieli także herb i swój okrzyk bojowy – „Jak pijali przodki Jurka? Musztardówką pod ogórka!” a na mazowieckim Urzeczu – „Za co piją Urzyczoki? Za pszenicę i buroki!” Boże! Jakie ja zioło jarałem? Gdybym dorwał tego dżina tobym mu nogi powyrywał. Szkoda, że w snusach Nawrockiego nie ma dżina. Powiedziałby mu, że jego SAFE-0 jest nierealny i niemożliwy do wykonania i niech się lepiej zajmie genealogią. Mam nadzieję, że pierwszego kwietnia wyjdzie i powie – Prima aprilis!

Jerzy Wnukbauma

Historia lubi się powtarzać.

Chyba starzeję się, bo co raz częściej wracam do przeszłości. Pocieszające jest to, że w retro podróże wybiera się większość genealogów. Jednak za sprawą trzeciej władzy, moje podróże do przeszłości nie dotyczą już poszukiwania przodków. Ja coraz częściej obserwuję, że otaczająca mnie rzeczywistość, już kiedyś, gdzieś była i powraca do mnie w nieco zmienionej, karykaturalnej postaci. Takie nie do końca moje deja vu, a raczej deja vecu – tj. już kiedyś przeżyte przez naszych przodków wydarzenia. Aż dziw, że coraz mądrzejsze i wykształcone pokolenia ich zstępnych, nie wyciągają żadnych wniosków i brną w to coraz głębiej.  A mówi się, że „Mądry Polak po szkodzie”. Guzik prawda. I po szkodzie głupi!

Przykłady. Jak najbardziej. Chcecie to macie. Próbki tylko tych wydarzeń z ostatnich dni. Na początek popisowy „występ” PiS-owskiego kosyniera z symboliczną kosą na sztorc. Co to miało być?  Pokaz siły? Powtórka z rozrywki? Bąknięty Kościuszko? Różnica jest w tym, że Tadeusz Kościuszko jednoczył naród. Nie nawoływał do dekapitacji? Do rzezi? Mam nadzieję, że historia kiedyś rozliczy tego krzykliwego krzewiciela krużganków oświaty trzymającego w rękach krzyż i nawołującego do rzezi przeciwników jego darczyńców. Katolik? Wątpię!

Kolejnym przykładem deja vu naszej historii, są zawirowania wokół unijnej pożyczki na zbrojenia SAFE. Przypomina mi to międzywojenny okres w historii Polski. Podział Polaków na zwolenników i przeciwników ścierających się politycznych obozów. Budowanie kultu jednostki Marszalka. Zaciąganie pożyczek na zbrojenie i organizowanie publicznych zbiórek na zakup uzbrojenia. Podpisywanie palcem na wodzie umów sojuszniczych z Francją i Anglią. Tu zrobię przerwę, bo wszyscy znają, jak skończyło się to dla naszego kraju i wszystkich Polaków.

Powojenny okres (w moim pojęciu) na pozór był spokojny. Pewnie dlatego, że po rozprawieniu się z „wrogami ludu” „zwycięska komuna” nie miała już z kim walczyć. Nawet na stadiony piłkarskie można było chodzić ze swoimi dziećmi. W większości przypadków, uliczne i stadionowe spory, kończyły się zazwyczaj pyskówkami – „Ty ch… na kaczych nogach!” Odzewem było „A ty to nawet ch…. nie jesteś!” Przeważnie po takich sprzeczkach strony rozchodziły się w swoje strony, bo kto by chciał drążyć i spierać się kto jest większym członkiem. Tylko nieliczni i bardziej butni udowadniali swoją wyższość – „Co! Ja ch…. nie jestem?”. Tak było. Dzisiaj strach się bać! Nawet stadionowi kibole wychodzą na ulicę. W swojej zaciekłości biją by zabić. Przykładem niech będzie zamordowanie w Kielcach we wrześniu 2007 roku jednego i usiłowanie zabójstwa drugiego kibica Korony Kielce. Dziś kibole mogą czuć się bezkarnie, bo mają swojego człowieka w Pałacu i rozgrzeszenie z Jasnej Góry.

Ale wróćmy do mojego deja vu. Wydarzeniem, które już kiedyś było i które, i ja przeżyłem i zapamiętałem, była emisja Narodowej Pożyczki Rozwoju Sił Polski. W założeniach wykupowanie, przez pokolenie moich rodziców i dziadków, państwowych obligacji miało być dobrowolne. Wyszło jak zwykle. Państwo zmuszało obywateli do wykupu nisko oprocentowanych obligacji. Zmuszało dla dobra ludowej ojczyzny, do wpłat części uzyskanych dochodów na zablokowane konta z bardzo niskim oprocentowaniem. Przysłowiowym gwoździem do trumny w tamtym okresie była reforma walutowa. W ciągu zaledwie kilku lat Polacy dwukrotnie stracili najmniej dwie trzecie swoich oszczędności. Niektórych złupiono całkowicie. A co? Kto bogatemu zabroni? To bogate, komunistyczne państwo po wojnie nie skorzystało z Europejskiego Planu Odbudowy (znanego jako Plan Marshalla), oraz na „prośbę” Stalina, by nie drażnić niemieckich towarzyszy, zrezygnowało z reparacji wojennych. Z tamtego okresu zapamiętałem sprawdzanie numerów obligacji, wykupionych przez moich rodziców w powojennej Polsce. Losowania numerów odbywały się (do 1972roku), dwa razy w roku. Losowano numery premiowane (4%), oraz numery niepremiowane (0%) z możliwością wykupu bez oprocentowania po nominale. Nie przypominam sobie by po którymś losowaniu była jakaś euforia moich rodziców. Pewnie dlatego, że wszyscy robili to „by Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnie”. Wszyscy! Nawet rodzice krzykaczy upominających się dziś o reparacje i rozliczenie byłych komunistów. Oby propozycja polskiego SAFE 0% Glapińskiego i Nawrockiego nie była oparta na podobnych złodziejskich zasadach jak powojenna Narodowa Pożyczka Rozwoju. Dostrzegam, że zawirowania wokół SAFE niektórzy traktują podobnie jak w 1946 roku Pawlak. On przed referendum namalował na stodole 3xNIE, tylko dlatego, że zobaczył u Kargula napis 3xTAK! Prezydenckie weto i krytyka prawej części Sejmu ma podobne zasady. Nie, bo nie! Bo to Tuska. Oby w ten sposób nie doprowadzili do powtórki z historii, gdy w nocy z 17 na 18 września 1939 roku do Rumuni uciekł Prezydent, Naczelny Wódz i Premier. Jednak z drugiej strony…? Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby władze Węgier czy Rumuni internowały prezesa i głowę państwa.

Pisząc o historii Polski, nie sposób nie wspomnieć o nierozłącznym od 966 roku jej elemencie – o chrześcijaństwie. Nie będę go szerzej opisywał. Skoncentruję się wyłącznie na sobie. A moja wiara jest podobna do wiary pana młodego z Kany Galilejskiej, który wstając skacowany rano po opisanym w ewangelii weselu, poprosił budzących się weselników o kubek wody. Nie widząc chętnych spełnienia jego prośby, wstał Jezus i zadeklarował przyniesienie mu szklanki wody. Na co pan młody krzyknął – O Jezu! Tylko nie ty!  Nie wiem jak wtedy u pana młodego, ale u mnie kac jeszcze długo pozostaje po zabawach osób duchownych. Nie pomaga nawet codzienny pacierz – Wierzę w Boga Ojca… i w Jezusa Chrystusa syna jego…

Jerzy Wnukbauma.

Z ziemi polskiej do Polski.

Powyższy tytuł nie jest przejęzyczeniem słów naszego hymnu i broń Boże nie jest naśmiewaniem się ze znajomości tekstu tej pieśni przez prezesa PiS. Coś w tym musi być, bo teraz, gdy tylko zaintonuje pierwsze słowa hymnu, wyciszają mu mikrofon. Ja na powyższy tytuł wpadłem w trakcie indeksacji aktów z parafii Bodzentyn. Skojarzył mi się w trakcie ślęczenia i spisywania Księgi Urodzonych w 1918 roku. Natrafiłem w niej na powroty naszych górali niskopiennych z Niemiec, do swojej rodzinnej parafii. Były to akty dzieci urodzonych i ochrzczonych w Niemczech, a także dzieci urodzonych w Niemczech, lecz po kilku latach ochrzczonych w bodzentyńskim kościele. Już po powrocie ich rodziców do kraju.

A nie były to jednostkowe powroty. Powtarzały się jeszcze w kolejnych rocznikach ksiąg urodzonych. Temat zaintrygował mnie do tego stopnia, że z ciekawości zacząłem zbierać informacje o emigracji Polaków do Niemiec w latach 1913 do 1918 roku, oraz ich reemigracji po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Tylko w wymienionej parafii Bodzentyn w księdze urodzonych w 1918 roku odnotowane jest pięć aktów urodzenia dzieci urodzonych w Niemczech, w 1919 roku aż jedenaście takich aktów, a w 1920 roku siedem. Czy było ich więcej? W późniejszych latach oraz tych nieodnotowanych? Chociażby kawalerów i panien? Prawdopodobnie tak! Być może do listy powracających do kraju trzeba też dodać małżeństwa, które nie zdecydowały się na potomstwo na obczyźnie? Przypuszczam też, że do listy emigrantów należałoby dodać osoby pozostające w Niemczech, oraz Polaków emigrujących z Niemiec po I Wojnie Światowej do Francji, Belgii lub USA.

Nie będę rozpisywał się o przyczynach emigracji do Niemiec. Każdy opuszczający rodzinne strony miał swoje pobudki. Decydującym czynnikiem zapewnie były dobrowolne (choć zdarzały się przymusowe) wyjazdy spowodowane przyczynami ekonomicznymi. Krótko mówiąc – ucieczka od biedy, chęć znalezienia pracy i polepszenia warunków swojego bytu. Szacuje się, że liczba polskich pracowników rolnych w Niemczech w 1913 roku wynosiła prawie 305 tysięcy, co dawało 76,6% pośród wszystkich cudzoziemskich pracowników rolnych pracujących w Niemczech. Po I wojnie procentowy udział naszych migrantów przekraczał już 90% spośród wszystkich przyjeżdżających do Niemiec na „saksy” obcokrajowców.

Pozostawię przyczyny i statystyki w spokoju i zajmę się mechanizmem tamtych emigracji. Nie podejrzewam, (chociaż nie wykluczam), że były to spontaniczne decyzje – zgromadzę środki i jadę. W tamtym czasie nie było przecież telefonów, internetu, we wsiach nie było prądu, radia telewizji… Skąd prości, wiejscy ludzie wiedzieli, że można wyjechać za granicę? Skąd wiedzieli gdzie się udać by wyjechać? W końcu. Skąd wiedzieli gdzie na miejscu czeka na nich praca? Zadziałała  jakaś poczta pantoflowa? Knajpa, kościół i łun powiedział łunemu? Nie wykluczam. Przypominam jednak, że mowa jest o okresie tuż przed wybuchem pierwszej wojny i kilku latach jej trwania. O okresie w którym łatwo można było być posądzonym o szpiegostwo lub działanie na rzecz obcego mocarstwa. I jeszcze jedno – w latach 1913 – 1918 Bodzentyn był w zaborze rosyjskim. Potrzebne były jakieś dokumenty do opuszczenia zaboru rosyjskiego. Przekroczenie zielonej granicy z pewnością było marginalnym sposobem na emigrację do Niemiec. Podejrzewam, że na te pytania większość genealogów nie szuka odpowiedzi? Podobnie jak ja odfajkują w swoim drzewie genealogicznym fakt czyjejś emigracji i nie zaprzątają sobie głowy czasochłonnymi i kosztownymi poszukiwaniami przyczyn i mechanizmów ich emigracji .

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wielu Polaków stanęło przed trudnym wyborem – które państwo wybrać?  Nasi świętokrzyscy górale mieli znacznie mniejszy orzech do zgryzienia niż Polacy zamieszkujący zabór niemiecki i austriacki. To głównie Ślązacy, Wielkopolanie, Mazurzy, Kaszubi musieli zadecydować, które państwo mają wybrać. Mieli na to rok do namysłu. Opuszczając ojcowizny i wyjeżdżając do Rajchu, stawali się Niemcami, zostając w swoich gospodarstwach byli Polakami. Do powrotu naszych krajan do Polski wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze o ich powrót skutecznie zabiegała polska dyplomacja. Po drugie – po I Wojnie Światowej  Polska i Niemcy popadły w poważny konflikt terytorialny. Wybuchy powstań śląskich i powstania wielkopolskiego, plebiscyty na Śląsku, Warmii i Mazurach przyczyniły się do antypolskich nastrojów i sprawiały, że niechęć do Polski i Polaków rosła wśród Niemców.

W moim genealogicznym drzewie też mam kilku emigrantów. Nie licząc powrotu potomków moich niemieckich krewnych po kądzieli do Niemiec, (skorzystali z prawa opcji), w zdecydowanej większości pozostali moi kuzyni i krewni udawali się za ocean do USA. Przyczyny ich wyjazdów były różne. Przykładowo, do siostry mojego dziadka Władysława, przysyłał listy jej kuzyn, który wcześniej wyemigrował do USA i który gorąco ją namawiał na podróż do Stanów.  Wypłynęła z Bremy i przepłynęła Ocean w celu zamążpójścia. Tak przynajmniej zgłosiła urzędnikom migracyjnym na Ellis Island. Po roku ściągnęła do USA swoją siostrę. Obie pozostały w Stanach i tam zmarły. Nieco inaczej potoczyły się losy brata mojej matecznej babki – Edmunda. Z rodzinnych przekazów wiem, że w 1913 roku do fryszerki w Porębie w której pracował, zawitał jakiś mężczyzna szukający chętnych do pracy w hucie w Pittsburghu. Edmund wraz z innymi Polakami wypłynął z Rotterdamu do New Yorku. Wraz z grupą współtowarzyszy udali się do kresu podróży – do Pittsburgha. Dla niego Pittsburgh był też kresem życia. Tam mieszkał i pracował w miejscowej hucie. Zmarł na obczyźnie w wieku 79 lat.

Zdarzały się jednak nieliczne powroty z USA do kraju. Jeden z takich powrotów opisany jest w „Niespodziance” Roztworowskiego. Dzisiaj powroty z USA są coraz częstsze. Dziś nie kalkuluje się tam żyć nawet naszym góralom. Ale! Żeby nie było, że wśród świętokrzyskich przodków było tylko parcie na zachód. Poniżej zamieszczam przykład reemigracji ze wschodu. W akcie warto zwrócić uwagę na rodziców chrzestnych dziecka i ……….. Konia z rzędem temu, kto powie ile lat liczyli sobie rodzice dziecka w chwili jego urodzenia? Że też ksiądz nie zawołał – Mazurkiewicz! Bój się Boga! Być może dlatego, że ta kwestia zarezerwowana jest dla „Żołnierza królowej Madagaskaru” a Madagaskar to już inny nasz emigrant.

Jerzy Wnukbauma