Zapraszam na godzinę 17, w poniedziałek 7 września do Muzeum Historii Kielc na referat “ A kiedy trzeba na śmierċ szli po kolei”
Referat wygłosi Małgorzata Skowron
Zapraszam na godzinę 17, w poniedziałek 7 września do Muzeum Historii Kielc na referat “ A kiedy trzeba na śmierċ szli po kolei”
Referat wygłosi Małgorzata Skowron
UWAGA
Spotkanie Świętogenu przeniesione na 20 kwietnia
Zapraszam wszystkich członków Świętogenu na robocze spotkanie 20 kwietnia o godzinie 17.00 Muzeum Historii Kielc
Zapraszam na spotkanie 2 lutego o godzinie 17:00, Muzeum Historii Kielc
Niepowtarzalną okazję do poszukiwań genealogicznych i odszukania przodków żyjących w wielu miastach, miasteczkach i wsiach II Rzeczypospolitej w granicach sprzed II wojny światowej stwarza obszerny dokument sporządzony w 1926 r.
Pomysł na jego stworzenie pojawił się już w 1919 r. jako idea wysłania podziękowań dla USA od wszystkich obywateli polskich za amerykańskie poparcie dla sprawy odrodzenia państwa polskiego i jego granic. Zamysł zrealizowano jednak dopiero siedem lat później w 1926 r. z okazji 150. rocznicy ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Sporządzona wtedy Deklaracja Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych obejmuje 111 tomów z podpisami ponad 5,5 miliona Polaków, czyli około 20 procent obywateli ówczesnej Rzeczypospolitej. Znajdują się w niej podpisy władz państwowych i lokalnych, pracowników urzędów i instytucji, a także studentów i uczniów szkół średnich i powszechnych.
Jak szukać przodków w tej zachowanej do dzisiaj kolekcji opowie Leszek Dziedzic.
Zapraszam 12 stycznia na godzinę 17.00 do Muzeum Historii Kielc. Pierwsze w Nowym Roku spotkanie Świętogenu. Ryszard Żelazny opowie nam o etymologii nazwisk .
Diabelski Most to często spotykana, zwłaszcza w Europie, nazwa „starożytnych” mostów. Większość z nich to powstałe w starożytności lub średniowieczu kamienne lub murarskie mosty łukowe. Jako pierwsi opanowali ich konstrukcję Egipcjanie już w VI w. pne. Nie wszystkie były spektakularnymi osiągnięciami architektonicznymi ale niektóre stały się przedmiotem fascynacji i szczególnego zainteresowania. Dotyczy to tych obiektów, które wydawały się niemożliwe do zbudowania przez człowieka i tylko bezpośrednia pomoc diabła pozwoliła je wznieść. Każdy z mostów ma swoją unikalną opowieść ludową.
Zapraszam w imieniu Leszka Dziedzica który wygłosi referat o zaskakującym tytule
Diabelskie mosty w Polsce i na świecie
Spotkanie odbędzie się w Muzeum Historii Kielce przy ulicy Leonarda 4 , 3 listopada 2025 o godzinie 17.
Serdecznie zapraszamy
Świętogen

Zapraszam na najbliższe spotkanie Świętogenu które odbędzie się 1 września o godzinie 17.00 jak zwykle w budynku Muzeum Historii Kielc przy ulicy Leonarda 4. Opowiemy o inicjatywie środowiska genealogicznego, inicjatywie związanej z dostępem do tzw. kopert dowodowych. Opowiemy o kopertach dowodowych, gdzie ich szukać jak uzyskać do nich dostęp, opowiemy na jakie dokumenty możemy liczyć w kopertach dowodowych naszych pradziadków, dziadków, rodziców.
Są w genealogii naszych rodzin zdarzenia, którymi w ogóle się nie zajmujemy, lub odfajkowujemy je i gnamy dalej. W moim przypadku tak było z okrągłymi, pięćdziesiątymi rocznicami ślubów. Pewnie dlatego, że byłem młodszy i perspektywa mojego pięćdziesiątego jubileuszu powiedzenia sobie TAK przed ołtarzem, była bardzo odległa. Co prawda już na początku moich genealogicznych poszukiwań, natknąłem się w Internecie na wykaz z 1947 roku, osób odznaczonych za długotrwale pożycie małżeńskie. Był to Dziennik Urzędowy z 19 lipca tegoż roku. Znalazłem w nim interesujące mnie nazwiska. Odfajkowałem to zdarzenie i pognałem dalej. Później, w notatkach prasowych kilku lokalnych gazet znajdowałem nazwiska innych moich krewnych, świętujących także pięćdziesięciolecie rocznicy ślubu. Też je tylko odfajkowałem, bo dla mnie wtedy ważniejsze były nazwiska i umiejscowienie ich w wywodzie przodków. Te później znajdowane odznaczenia, były już nadawane po nowych zasadach. Za długoletnie pożycie nie przyznawano już Krzyży Zasług, lecz od 1960 roku za małżeństwa na medal nadawano Medale „za długoletnie pożycie małżeńskie”. Od 2007 roku pisownia tego odznaczenia została zmieniona na – Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie. Z krótkim wyjątkiem do 1989 roku medal był nadawany obywatelom Polski przez Radę Narodową. Po tym okresie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
W powyższym wykazie osób odznaczonych Złotym Krzyżem Zasługi, wkradł się błąd. Do tego stwierdzenia doszedłem spoglądając na ostatni numer na tej liście. Numer sto pięćdziesiąt jeden był zastanawiający. Na sto procent, ostatni numer powinien być parzysty. Nie podejrzewam i wykluczam nagradzanie przez Warszawską Wojewódzką Radę Narodową trójkąta małżeńskiego. Szkoda tylko, że potomkowie Michała Miszalskiego (przy którym widnieje nr 59), przynajmniej z tej listy, nie dowiedzą się jak miała na imię ich krewna – żona Michała.
Z myślą udekorowania mojej piersi jubileuszowym medalem, noszę się bez mała od dwóch lat. Wraz z żoną już się kwalifikujemy. W naszym przypadku, przeszkodą udekorowania nas, była osoba przyznająca to odznaczenie. Okresu oczekiwania, nie zmarnowałem(?) Co się odwlecze, to nie uciecze. Zająłem się cudzym jubileuszem. Chwyciłem za pióro i fantazjowałem na temat złotych godów państwa Rydlów. Takie moje „co by było gdyby”. Napisałem „dramat” o małżonkach Lucjanie i Jadwidze Rydel, którzy w Bronowicach świętowali swoje złote gody.
Wyspiański opisał Rydla wesele, mnie do talentu Mistrza brakuje zbyt wiele, dlatego zapisane przeze mnie papierowe świstki, dałem do sprawdzenia do mojej polonistki. I co mi powiedziała Pani od polskiego? Nielzja! – miast – Pisz, pisz kolego! A poprzestała tylko na przeczytaniu poniższego prologu. Całe wesele poszło się… bawić.
Kiedyś naszło moją Starą
„Tyle lat jesteśmy parą,
że najwyższa pora luby,
poodnawiać nasze śluby!
Przed ołtarzem w tą niedzielę
zamówiłam mszę w kościele!”
Na początku mnie zatkało,
jakby tego było mało,
dopełniła czarę złości –
„Zaprosiłam na mszę gości!”
Podziałało to jak cyjanek.
Z głowy miałem cały ranek
a i dalsze dnia godziny
czarno widzę nie z mej winy.
Gdybym dłużej został w domu
pewnie wziąć musiałbym bromu.
W domu nerwy mnie zżarłyby
więc udałem się na ryby.
Opuszczając me mieszkanko
w drzwiach rzuciłem – „Pa Bogdanko!
Będę robił to co lubię!
Zobaczymy się na ślubie!”
Mówiąc krótko między nami –
Pierdyknąłem mocno drzwiami.
Mocząc kija nad dorzeczem
swoje nerwy teraz leczę.
Wstyd mi tylko, że mój teść
do ołtarza będzie wieść
swą córeczkę – Młodą Pannę,
przy niej ja – Jak zwierzę ranne.
W tą niedzielę przed kościołem
grupka gapiów stała kołem,
a pośrodku zbiegowiska,
żona niczym odaliska
która ruszyć ma do tańca,
w towarzystwie mnie skazańca.
Organista zagrał marsza,
równym krokiem para starsza
sunie wolno przed ołtarze
gdzie już krzesła młodej parze
poustawiał nasz kościelny.
Show must go on! I bądź dzielny!
Na mszę chodzę co niedzielę.
Zwykle staję w mym kościele
na uboczu gdzieś pod chórem,
a tu stać musiałem murem
w samym środku, przed ołtarzem
i się własnym potem smażę.
Po kazaniu poruszenie.
Przeszukuję swe kieszenie
bo wikary szedł z zakrystii
zgodnie z duchem eucharystii
zbierać datek na ofiarę.
Więc spytałem moją stare;
Jakieś drobne masz na tacę?
I powoli rezon tracę
bo drobniaków ni złotówki,
za to pięć banknotów po dwie stówki.
Nieopatrznie je wyjąłem
chcąc je ukryć forsę miąłem,
lecz mnie żona uprzedziła
kasę z dłoni wyłudziła.
Dała księdzu na ofiarę.
On ją wtedy za errare
nazwał głośno „Anielicą”
Pożegnałem się z krwawicą.
I zastygłem w takim geście
jakbym szepnąć chciał o reszcie,
lub dziękować przed mównicą,
że nie nazwał „Czarownicą”.
Popsuła mi humor zbyt hojna ofiara
w kościele do końca usiedzieć się starał.
Gdy usłyszałem Marsz Mendelsona
wstałem pierwszy a za mną żona.
Złapałem telefon i ze złości
pospraszałem swoich gości.
Chochoła, Widmo, Hetmana, Upiorę,
Stańczyka, Radczynię i Wernyhorę,
Czepca, Poetę, Żyda, Rachelę…
na rocznicowe Złote Wesele.
Jerzy Wnukbauma
Zapraszamy na spotkanie do Muzeum Historii Kielc 5 maja 2025 na godzinę 17.00
Temat : Podróże Szymona Piasty
Dnia 7 kwietnia 2025 r. w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 o godz.17.00 w I turze ,o godz.17.30 w II turze odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze ‚Swiętogenu”. Obecność członków obowiązkowa.
Zarząd Ś.T.G. „Świętogen”
NA NASZE KOLEJNE SPOTKANIE ZAPRASZAMY DO MUZEUM HISTORII kIELC 3 MARCA 2025 r. -godz. 17.00
Temat : Przyszłe Kielce. Żródła do dziejów Kielc. Wykład Leszka Dziedzica.
Zapraszamy.
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 13 stycznia 2025 r. o godz. 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Sw.Leonarda 4.
Temat : Tradycja obchodzenia Urodzin.
Spotkanie poprowadzi : Kornelia Major
Już ponad połowa autorów wydawnictwa „Jak powstawały Kielce…” zapowiedziała swoje przybycie na prezentację książki!Zapraszam dnia 2 grudnia 2024 r. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 na kolejne nasze spotkanie.
Temat: Przy świątecznych życzeniach wspomnimy o Marynowskich z Kielc i Sandomierza.
Zapraszam
Zapraszam dnia 4 listopada 2024 r. o godz.17.00 na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul. Sw.Leonarda 4
Temat: Cmentarz Stary w Kielcach.
Spotkanie prowadzi : Leszek Dziedzic
Dnia 7 pażdziernika 2024 r. o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Sw.Leonarda 4.
Temat spotkania : Wojaże genealoga po Rumuni.
Spotkanie prowadzi Ryszard Żelazny.
Zapraszam dnia 2 września o godz. 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Leonarda 4 na kolejne spotkanie.
Temat : Jak w wielkim mieście i w wiejskich opłotkach, siedząc w swoim domu znależć
ślady przodka.
Spotkanie poprowadzi Jerzy Użyczak.
Zapraszam na kolejne spotkanie dnia 3 czerwca br. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc.
Temat : Genealogia w mowach żałobnych Arcybiskupa Floryana Okszy Stablewskiego.
Spotkanie prowadzi: Kornelia Major.
Zapraszam dnia 6 maja 2024 r. o godz.17.00 na kolejne nasze spotkanie w Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat :Prezentacja digitalizacji ksiąg.
Prowadzą : Maciej Terek i Marek Tyrała
Przypominamy członkom „Świętogenu”,że dnia 8 kwietnia 2024 r. o godz. 17.00 w I turze a o godz.17.30 w II turze zwołane jest Walne Zgromadzenie Zwyczajne w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Zapraszam na spotkanie dnia 4 marca 2024 r.o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4.
Temat: Gene-drzewo tworzymy sami.
Pomysły uczestników spotkania mile widziane.
Zapraszam na spotkanie dnia 5 lutego 2024 r. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat; Ciekawi ludzie i zdarzenia z Kielc w okresie międzywojnia.
Spotkanie prowadzi Kornelia Major
Dnia 8 stycznia 2024 r.o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Temat : Historia przemysłu hutniczego i górniczego w gminie Miedziana Góra.
Wykładowcy : Grzegorz Ślefarski i Ryszard Żelazny.
Zapraszam na kolejne spotkanie dnia 4 grudnia 2023 r. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat spotkania : Boże Narodzenie- tradycje w waszych rodzinach. Przyjdz, opowiedz nam i posłuchaj opowieści genealogów.
Dnia 6 listopada 2023 r. o godz.17.00 zapraszamy do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 na wykład dr Krzysztofa Kasińskiego.
Temat : Ku Klux Klan na straży demokracji w U.S.A.?
Wstęp wolny.
Dnia 2 pazdziernika 2023r. o godz.17.00 zapraszam na kolejne spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4
Temat : Monografia Chęcin w opowieściach Dominika Kowalskiego.
(Można będzie zakupić książeczkę Monografia Chęcin autorstwa ks.Witalisa Grzelińskiego )
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 4 września 2023 r do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4.
Temat : Prezentacja I drzewa Rodu Pytlewskich.
Omówienie prezentacji: Kornelia Major i Maciej Terek
Studium to jest opracowaniem genealogicznym opartym na parafialnych metrykach urodzeń, małżeństw i zgonów, oraz na aktach stanu cywilnego i innych dokumentach wydanych ówcześnie przez miejscowe władze, dotyczących najbliższej rodziny generała Józefa Bema (1794–1850). Rodzina była liczniejsza niż dotychczas podawano w literaturze poświęconej życiu Generała. Z rodziców, Andrzeja Bema i Agnieszki Głuchowskiej, Generał miał starszego brata i cztery siostry, z których jedna zmarła w dzieciństwie, a z macochy, Marianny Ostafińskiej, kolejnych dwóch przyrodnich braci i co najmniej osiem przyrodnich sióstr, z których trzy zmarły w wieku dziecięcym. Synowie Andrzeja nie pozostawili prawych potomków o nazwisku Bem. Pierwsza część studium przedstawia zawikłaną historię tej rodziny, ujawnia scysje, oszukiwanie dzieci przez rodziców, przewlekłe spory sądowe, nieślubne dzieci i ostateczny rozpad majątku po ojcu. Druga część studium to transkrypcje metryk i aktów stanu cywilnego, w znacznej części tłumaczonych z łaciny i rosyjskiego.
Autorami niniejszego studium (plik do pobrania) są : Ryszard Olesiński, Elżbieta Ginalska, Barbara Szarota
Przypominam genealogom „Świętogenu”,że do dnia 30 maja br. należy potwierdzić swoje uczestnictwo w spotkaniu wyjazdowym.
Listę zgłoszeń prowadzi Ewa Pabian.
Kornelia Major
Przypominam członkom „Świętogenu” ,że Walne Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborcze odbędzie się w ustalonym terminie
dnia 8 maja 2023 r. o godz.17.00
Za Zarząd:
Kornelia Major
Z okazji Świąt Wielkanocnych wszystkim naszym członkom i sympatykom życzymy wszystkiego najlepszego.
Zarząd STG
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 3 kwietnia 2023 r.o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat: Z pamiętników Nowakowskich o Czaplewskich,Grzybowskich,Łebkowskich,Tatarach i ……
Spotkanie poprowadzi Kornelia Major i Jan Nowakowski.
Dnia 6 marca 2023 r.o godz.17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4
Temat „Łatwiej stworzyć książkę niż zjeść kromkę chleba”
Spotkanie poprowadzi: autor i wydawca wielu książek Władysław Kostkowski
Zapraszam dnia 6 lutego 2023 o godz.17.00 na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul .Św. Leonarda 4.
Temat : Jak rodzinni genealodzy utrwalają pamięć o ciekawych osobach w rodzinie. cz. II
Spotkanie poprowadzi: Kornelia Major
Zapraszam na nasze spotkanie dnia 9 stycznia 2023 r. o godz 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat: Jak zachować pamięć o ciekawych osobach w rodzinie.
Spotkanie poprowadzi : Kornelia Major
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 5 grudnia o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4.
Temat ; GENEALOGIA ŁĄCZY ! Mormonizm-doktryna, wierzenia, tradycja.
Spotkanie poprowadzi SŁawek Najberg.
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 7 listopada 2022 r. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Temat spotkania które poprowadzi Jolanta Michniewska to ” Stroje żałobne w okresie Powstania Listopadowego”.
Dnia 3 pażdziernika 2022 r. o godz. 17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat : Wspomnienia Adolfa Sinkiewicza (Sienkiewicza ) spod Monte Casino.
Wykład : Jolanty Michniewskiej
Zapraszam na I spotkanie po wakacjach do Muzeum Historii Kielc ul. Leonarda 4 dnia 5 września o godz. 17.00.
Temat : I część : Wszyscy jesteśmy kuzynami.
II część : Czy Tutenchamon był naszym przodkiem ?
Wykład Pawła Walaszczyka.
Z a p r a s z a m y.
Rogatki miejskie, nazywane też celbudami funkcjonowały jeszcze na początku XX w. Były to domki rogatkowe przeznaczone dla strażników, którzy pobierali tzw. opłaty kopytkowe za wjazd do miasta i zabezpieczali je przed kontrabandą. Stanowiły one ważne źródło dochodów miejskich. Jedną z kilku powstałych w początkach XIX w. kieleckich rogatek była rogatka krakowska „Przy trakcie Krakowskim”. W związku z całkowitą likwidacją opłat rogatkowych w 1931 r. rogatki miejskie, w tym i rogatka krakowska uległy likwidacji. Obecnie nazwą Rogatki Krakowskiej określa się bliżej nieokreślony teren pomiędzy zbiegiem ulic Jana Pawła II, Ogrodowej, Seminaryjskiej i Wojska Polskiego, a budynkiem Wojewódzkiego Domu Kultury przy ul. Ściegiennego. Jest to jedyne świadectwo funkcjonowania w Kielcach dawnych rogatek miejskich. O nich właśnie opowie opowie Leszek Dziedzic na środowym spotkaniu w Muzeum.
Zapraszam na spotkania „Świętogenu” do Muzeum Historii Kielc ul. Św.Leonarda 4 na godz.17.00 w dniu 9 maja:
Temat 1 : Pamięć kulturowa czy epigenetyczna. Dziedziczenie traumy i stresów naszych przodków.
wykładowca : Barbara Kocela
Temat 2 : Indeksy z przeglądarki”Świętogenu” przedstawią: Renata Majewska i Maciek Terek
Dnia 6 czerwca br. Temat : Miłość zapisana w pocztówkach. O Izabeli Jastrzębskiej – Węgierkiewicz. Opowie Kornelia Major
zapraszam Kornelia Major
Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świętogen” zwołuje w siedzibie Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 dnia 4 kwietnia 2022 r o godz. 17.00 w II terminie godz. 17.30 Walne zgromadzenie- Sprawozdawczo- Wyborcze członków .
Za Zarząd :
Kornelia Major
Kielce,dnia 4 marca 2022 r.
Z powodów sanitarnych nasze spotkania w Muzeum Historii Kielc w lutym i marcu 2022 r. odwołane.
Prosimy osoby które mają wykonane „drzewa genealogiczne ” o wypożyczenie ich na wystawę z okazji 15 lecia istnienia naszego „Świętogenu”. Wystawa będzie miała miejsce w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Informację prosimy kierować na pocztę mailową „Świętogenu „.
swietogen.kielce at op.pl
W roku 2022 jeśli pozwolą nam obostrzenia sanitarne związane z epidemią Covid-19 to będziemy nadal spotykać się o godz.17.00 w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 :
7 lutego 2022
7 marca 2022
4 kwietnia 2022
9 maja 2022
6 czerwca 2022
lipiec
sierpień
5 września 2022
3 października 2022
7 listopada 2022
5 grudnia 2022
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, oraz Nowego Roku wszystkim odwiedzającym naszą stronę życzę wszystkiego najlepszego.
Muzum Historii Kielc odwołuje wszystkie spotkania które w najbliższym czasie mają się odbywać w ich budynku.
Poinformowano mnie, że nasze spotkanie w dniu 6 grudnia br. też zostaje odwołane.
Kornelia Major
Dnia 6 grudnia 2021 r. o godz.17.00 zapraszam do Muzeum Historii Kielc ul.Leonarda 4 na kolejne nasze spotkanie.
Temat :
1. Obejrzymy film pt.”Wszyscy jesteśmy kuzynami”.
2. Zastanowimy się czy Tutenchamon był naszym przodkiem.
Spotkanie prowadzi : Paweł Walaszczyk.
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 8 listopada o godz. 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat : Mój dziadek ” Profesor”
Wykład: Małgorzaty Skowron
14–15 października 2021 r. od godz. 9.00
https://www.facebook.com/events/460483681906843
Serdecznie zapraszamy na konferencję współorganizowaną przez Muzeum Historii Kielc, Instytut Historii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach oraz Wydział Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która odbędzie się w sali konferencyjnej Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej (Kielce, ul. Zamkowa 3).
Rocznica 950-lecia powstania miasta Kielc przypadająca w 2021 r., aczkolwiek umowna i dyskutowana w nauce, nawiązuje do tradycji poprzednich obchodów początków miasta, uroczystości i wydarzeń zorganizowanych w 1971 r. pod hasłem „IX wieków Kielc”. Przyjęto wówczas, że moment ufundowania kolegiaty kieleckiej w 1171 r. przez bpa krakowskiego Gedeona był poprzedzony co najmniej stuletnim okresem zawiązywania się osady i jej stopniowego rozwoju, a przede wszystkim ufundowaniem w – bliżej nieokreślonym czasie – najstarszego kościoła św. Wojciecha. O zorganizowanych wówczas uroczystościach przypomina do dziś nazwa jednej z ważniejszych ulic w mieście: „IX wieków Kielc”. Od tego czasu minęło kolejne pół stulecia. To okazja do ponownej refleksji naukowej nad genezą, początkami i rozwojem „mieściny łysogórskiej”, jak określił Kielce przed laty prof. Kazimierz Tymieniecki, kielczanin, klasyk polskiej historiografii i jeden z najwybitniejszych polskich mediewistów, współzałożyciel Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Z tej okazji zapraszamy na konferencję naukową, która zgodnie z tytułem przedstawi najnowsze ustalenia interdyscyplinarnego zespołu referentów, archeologów, historyków, historyków sztuki, archiwistów, bibliotekoznawców reprezentujących różne ośrodki naukowe w kraju, na temat genezy oraz rozwoju osady i miasta w swojej najwcześniejszej średniowiecznej i nowożytnej fazie powstania.
Specjalnym akcentem konferencji będzie uhonorowanie postaci oraz dorobku naukowego prof. Kazimierza Tymienieckiego, prekursora badań nad początkami miasta, którego osobowości twórczej poświęcony zostanie specjalny panel konferencji.
Patronat honorowy: Biskup Kielecki, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego, Wojewoda Świętokrzyski, Prezydenta Miasta Kielce, Rektor UJK, Wydział Historii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.
Patronat medialny: TVP3 Kielce, Radio Kielce, Radio EM, Radio Fama, Echo Dnia, Gazeta Wyborcza.
Konferencja odbędzie się przy zachowaniu obowiązujących obostrzeń sanitarnych. Z tego względu liczba miejsc dla publiczności jest ograniczona.
Zapraszam dnia 4 pażdziernika 2021 r. o godz. 17.00 na kolejne spotkanie Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego ” „Świętogen”które odbędzie się w Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat: Historyczne związki z Kielcami przedstawicieli rodziny Trzetrzewińskich cz.2
Wykładowca : Stefan Jackowski.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Dnia 6 września 2021 zapraszam członków „Swiętogenu „do Muzeum Historii Kielc ul.Sw.Leonarda 4 na Walne Zgromadzenie w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz. 17.30
Kornelia Major
Dnia 7 czerwca o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc.
.Temat spotkania : Genealogia po pandemii. Dopływy akt metrykalnych w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach.
Kornelia Major
To Jurka Użyczaka wiersz sprowokował mnie, aby już się spotkać. Przeczytajcie :
Czekając na koniec pandemii
Jeszcze trochę moi mili
doczekamy się tej chwili
że Kornelia nam obwieści
informację takiej treści :
” Dość kwarantan, dość odludzia
Czas się spotkać, wypić brudzia
porozmawiać o normalce
w muzealnej małej salce”.
jeszcze trochę cierpliwości,
i normalność znów zagości.
Nic nas w domach nie uziemi
odetchniemy od pandemii,
zaprosimy sympatyków
nowicjuszy i praktyków.
Bądżmy cierpliwi Panie i Panowie
aż Prezes te słowa wypowie.
Jerzy Wnukbauma
U W A G A.
Dla członków opłacających składki jest już do odebrania u Kornelii II tom książki Nasze gene-historie.
Książkę w formacie pdf można pobrać GeneHistorie-Świetogen-T2
Wigilia naszego czasu
Inna niż wszystkie bo tamtych nas już nie ma
kalendarze odliczyły dni utopiły w szarej codzienności
nasze zielone emocje i oczekiwania
czas zakpił z jednego sensu myśli
zostawił ślad w zakrętach i pytania o dalszy ciąg
osadzeni bez wyboru na wirującej Orbicie
krążymy w samotnym korowodzie
dzieci jednego księżyca i jednej epoki
świętujemy Boże Narodzenie
bo to tutaj na Ziemi a nie w przestworzach
ta Boska droga do Betlejem
czas zaznaczył to miejsce od ponad dwóch tysięcy
a ta ubogość narodzonego zadziwia i budzi lęk
bo skąd ta jasność na Drodze
ale ciągle w nas mieszka dziecinny nastrój
tamtego magicznego wieczoru
kiedy niebo zapali pierwszą gwiazdkę
pomyślmy o bliskich i niemożliwym
jak poznać smak rodzinnego świętowania
kiedy nie można być razem
w ramie tradycji stroimy zielone drzewko
obdarowane prezentami
może to jego żywiczny zapach przypomina
o więzi z naturą daje poczucie bezpieczeństwa
na stole białym podzielone życzenia
dla nieobecnych kruchym opłatkiem
kapiące łzy świecy sianko rybia łuska
zamyślenie wspomnienia i kolęda
a nasz spłoszony lęk ukrywa się
w wigilijnej ciszy i przywołuje do nas
Aniołów z szopki betlejemskiej
B.Kocela grudzień 2020
Ukazała się książka: HISTORIA życiem pisana brzezińskie rody część I
Autorzy : Marianna Węgrzyn i Damian Zegadło
W sprawie nabycia książki proszę skontaktować się z panem Damianem Zegadło nr telefonu
731 413 326
książka kosztuje 25.00 zł Do książki jest dołączona płyta z odtworzonymi
drzewami genealogicznymi opisanych rodów.
UWAGA .
Zmieniliśmy konto bankowe obecne to :
B.S. 30 8493 0004 0010 0762 1191 0001
Dzisiaj cisza
zamieszkała między nami
obsiała pola makiem
obiecuje skrawek nieba
na własność
wzruszone słowa
zamieniła w milczenie
wyludniła ulice
w lasach tylko zawilce
i zdziwione ptaki
podarowała czas
przemyśleniom
co ważne a co ważniejsze
na lotniskach
ustawiła samoloty
w równych szeregach
aby ochronić
milczące błękitom niebo.
Barbara Kocela 13 kwietnia 2020
WALNE ZGROMADZENIE ODWOŁANE.
O nowym terminie powiadomimy po wygaszeniu epidemii koronawirusa.
W dniu 6 kwietnia 2020 r. w Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz.17.30 odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawcze członków Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach.
Kornelia Major
Dnia 2 grudnia 2019 r o godz. 17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul. Sw. Leonarda 4 .
Temat : Wędrówka wirtualna do dworu w Kopytowej
Spotkanie prowadzi : Jacek Grzybała
Nasze spotkanie z dnia 4 listopada 2019 r. przekładamy na dzień 26 pażdziernika 2019 r. Pojedziemy do pałacu – DZIĘKI- w Wiązownicy. Wycieczka potrwa około 6 godz. Planowany wyjazd z Kielc o godz. 9.30- zbiórka na dziedzińcu Muzeum Historii Kielc o godz.9.15.
Mamy już komplet uczestników którzy zgłosili się i potwierdzili uczestnictwo w wycieczce. Dziękuję.
Kornelia Major
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zapraszam dnia 7 pażdziernika 2019 o godz.17.00 na spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat: Historytczne związki z Kielcami przedstawicieli rodziny Trzetrzewińskich
przedstawi : Stefan Jackowski
Zapraszam na pierwsze powakacyjne spotkanie, które odbędzie się dnia 2.09.2019 roku o godzinie 17:00 w Muzeum Historii Kielc. Opowiem Państwu o duchu. Duchu, którego każdy nosi w serduchu. A jeśli ktoś nie wierzy w ducha, uwierzy kiedy wykładu wysłucha!
Temat spotkania „Genius loci”.
Spotkanie prowadzi Jerzy Użyczak.
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 3 czerwca 2019 r. o godz. 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat: Miedzianogórskie Rody – Ród Słoniów.
Spotkanie prowadzi Ryszard Antoni Żelazny
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 6 maja 2019 r o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul Św. Leonarda 4
Temat : Czy wszystkim się spełnia „sen o Ameryce „?
Spotkanie prowadzą : Iwona Bobińska i Kornelia Major
Przypominam , ze dnia 1 kwietnia 2019 o godz.17.00 w Muzeum Historii Kielc spotykają się tylko członkowie. „Świętogenu „
Zmarla nasza koleżanka Maria Brylska.
Msza święta w intencji Zmarłej odprawiona zostanie w czwartek 21 marca o godz.14.00 w kościele p.w.św. Prokopa w Krzęcicach, po czym nastąpi odprowadzenie do grobu rodzinnego na cmentarz parafialny.
Będzie nam Ciebie brakowało Mario.
Koleżanki i koledzy „Świętogenu ” w Kielcach
Dnia 4 marca 2019 r. o godz. 17.00 zapraszam na kolejne spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
TEMAT : Jak mieszczanin, chłop, bandyta szlachectwem się posługiwali.
Wyklad : mgr Łukasza Rysiaka
Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świetogen ” w Kielcach
zaprasza dnia 4 lutego 2019 r.o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc na
wykład Pana Dariusza Kaliny.
Temat : Dzieje Czarnowa i zachodniej części Kielc.
Wstęp wolny.
Kornelia Major
Zapraszamy na pierwsze spotkanie w nowym roku. Karnawał dawniej i dziś, spotkanie poprowadzi Ryszard Żelazny
Zapraszam na grudniowe spotkanie Świętogenu. Prowadzącym spotkanie będzie Pan Jacek Grzybała a tematem „Genealogia – moja pasja życiowa „
Zapraszam wszystkich zainteresowanych na listopadowe spotkanie ŚWIĘTOGENU . Tematem spotkania będzie ” Hymny polskie na przestrzeni wieków”.
Spotkanie poprowadzi Pani mgr Jadwiga Adamczak
Zapraszam na październikowe spotkanie Świętogenu 1 października o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat spotkania : Jaki program genealogiczny wybrać ? GenoPro, Drzewo Genealogiczne czy może Ahnenblatt
Maciej Terek
Zapraszam na pierwsze po wakacjach spotkanie dnia 3 września 2018 r. o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat : Joanna Ledoux- zapomniana malarka sakralna.
Wykładowca : Henryk Korus
Dnia 4 czerwca 2018 r. o godz.17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4.
Temat : Konwersje z judaizmu na katolicyzm w XIX wieku.
Wykładowca : dr Lech Frączek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal
Dnia 7 maja 2018 r. o godz.17.00 zapraszam sympatyków genealogii do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4 na kolejne nasze spotkanie.
Temat: Warsztaty genealogiczne- szukamy przodków poza aktami metrykalnymi.
Spotkanie prowadzi : Maciej Terek
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 5 marca 2018 o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4
Temat : Znani Polacy – z Kresów ,Wołynia, Podola ( wybrane postacie ) cz. II
Wykład Pani mgr Jadwigi Adamczak
Ciekawość człeka z czasem nachodzi,
kim był jego przodek i skąd pochodzi?
Gdy mnie dopadła chęć poznania
zabrałem się do poszukiwania –
Wygodnie siadłem do komputera
i zabawiłem się w genehuntera.
Wpisałem w Google swoją godność,
wygooglowało mi jedną zgodność –
‚Modry urzyczak” -Zwierciadło etnologiczne?
– drobny druk, ryciny, odsyłacze liczne.
Sto siedemdziesiąt cztery strony!
Końca nie widać. ” Byłem przerażony.
Czytałem wszystko. Nuda była.
Ciekawość jednak zwyciężyła,
(Nie mogłem czytać na odczepnego
bym nie przegapił tego modrego).
Szukałem ciekaw w elaboracie
czy modry bo – po denaturacie.
Wreszcie znalazłem to co szukałem.
O denaturat już się nie bałem.
W tekście wyjaśniał dr Stanaszek,
że jest to męski fatałaszek,
innymi słowy – strój wilanowski
nosiły go nad Wisłą wioski.
Więc źródłosłowem mego nazwiska,
(jak dajmy na to – koszula ciału bliska),
był były, męski przyodziewek?
Mam być ofiarą licznych prześmiewek?
Kupiłem książkę. A co mi szkodzi.
Z niej dowiedziałem się o co chodzi.
I nawiązałem kontakt z autorem
wkrótce odpisał mi z humorem;
„Ze Skolimowa przodek Twój
Nosił w Falentach z Urzecza strój
Jak go widzieli tak go nazwali,
odtąd Urzyczak w aktach pisali.
Do dziś autora darzę sympatią
trochę za książki dedycatio.
„Temu, który nie mieszka na Urzeczu,
lecz jego korzenie po mieczu
świadczą, że jego dola człowiecza
wzięła początek od przodka z Urzecza.”
Jerzy Wnukbauma
Przygotowując ten temat na wykład, który miałam w dniu 4 grudnia 2017 r. w Muzeum Historii Kielc zajrzałam do opisów wigilii Glogiera, Kitowicza i Kolberga. Porównałam z opisami dawnych wigilii w mojej rodzinie korzystając z listów moich ciotek, stryjów. Rodzina zasiadała do wigilii w licznym gronie w kilku miejscach w Polsce i poza granicami. Stąd pochodzą opisy jak ucztowano , co jedzono i jakie panowały zwyczaje. Uczestniczyłam w wielu wigiliach w różnych regionach w Polsce i wśród polonusów w Stanach Zjednoczonych. Wszędzie starano się zachować przekazywane z pokolenia na pokolenie nasze dawne zwyczaje. Co z tych moich obserwacji wynika napiszę w podsumowaniu.
„Starodawna wilija” – to nie tylko uczta przy suto zastawionym stole często zakrapiana wspaniałymi nalewkami w dworach u mieszczan i chatach chłopskich . To był wieczór pełen różnych magicznych zdarzeń, ceremonii, wróżb w formie jakiegoś widowiska przenoszony z dworu, chat chłopskich do miast. Wszystko zaczynało się o świcie , a nawet wcześniej gdy zaczynały piać koguty. Wierzono,że :
Wróżby jak to wróżby istniały od dawna , ale w tym dniu prym wiodła kuchnia w których królowały przeważnie kobiety.
Mężczyżni wszystkich grup społecznych nie cierpieli tego dnia gdyż aż do kolacji wigilijnej obowiązywał post, a w domu panował niesamowity rwetes więc nie mogli doczekać się pierwszej gwiazdki. Wreszcie , kiedy stół był nakryty białym obrusem pod którym ułożono siano, a na talerzyku ułożono opłatek czas było zasiadać do kolacji jak tylko ukazała się na niebie pierwsza gwiazda. Należy dodać , że zwyczaj kładzenia siana pod obrus nie dotyczył tylko chat chłopskich, ale zwyczaj ten obowiązywał w dworach i domach mieszczańskich.
Wieczerzę rozpoczynano okolicznościową modlitwą na głos, zwykle czynił to gospodarz lub leciwa osoba, albo zaproszony ksiądz dobrodziej. Łamano się opłatkiem i składano sobie życzenia . Przypominano tych co odeszli na zawsze „bywało też ( zwłaszcza w legendach ), że skądś nadchodził w ostatniej chwili strudzony wędrowiec, że zjawił się nieśmiało syn marnotrawny, że przykuśtykał o kuli wiarus z dawno skończonej wojny. Była radość, łzy”
Wigilią rządziła pewna magia liczb. Tak więc :
Na dworskim stole i stole mieszczańskim w wigilię podawano do wyboru : barszcz czerwony z kiszonych buraków z fasolą ( potem i obecnie uszka z farszem grzybowym ) zupę grzybową z łazankami lub zupę rybną z migdałami , pierogi z kapustą i grzybami, karp smażony, karp w galarecie , karp w szarym sosie, szczupak faszerowany, łazanki zapiekane z kapustą i grzybami , kluski z makiem i miodem, kulebiak lub cebulaki , kapelusze borowików nadziewane farszem grzybowym zapiekane na maśle, kompot wigilijny ugotowany z suszonych owoców .
Na deser podawano różne ciasta : strucla z makiem , zawijaniec z masą śliwkową, kakową , makowce na kruchym spodzie mocno lukrowane, chały słodkie z kruszonką , baby drożdżowe gotowane , pierniki przekładane różnymi masami i mnóstwo różnych ciasteczek . Podawano również owoce cytrusowe , suszone bakalie , orzechy włoskie, laskowe i tp. Kutia była też obowiązkowo podawana na deser.
W chatach chłopski na wieczerzę wigilijną podawano :
żur z grzybami, zupę z konopi zwaną siemieńcem lub siemieniatką
kapustę z grochem lub fasolą,
polewkę z suszonych śliwek , gruszek, jabłek,
grycok,
rzepę suszoną lub smażoną na oleju ,
karp smażony,
kompot wigilijny z suszonych owoców.
Po głównych jadłach podawano ciasta : drożdżowe z kruszonką, struclę makową i z masą śliwkową a dla dzieci słodkie makiełki .
Ze zwyczajów wigilijnych należy jeszcze wymienić :
Dopiero po wieczerzy dzieci mogły podejść pod podłaziczkę obecnie choinkę i odszukać swoje prezenty. Choinka zagościła u nas jakieś 150 lat temu i wymyślona jest przez Niemców. Naszą podłaziczkę w niektórych regionach Polski jeszcze spotykamy . W Polsce istniał zwyczaj obdarowywania dzieci prezentami dopiero po Nowym Roku – teraz w wigilię. W tym czasie gdy dzieci zajmowały się prezentami młodzież zajmowała się wróżbami :









W dzieciństwie na pytanie rodziców – „Gdzie idziesz?” – zawsze miałem przygotowane, w zależności od tego, gdzie mnie nogi będą niosły, gotowe odpowiedzi – Przed klatkę! Na dwór! Na drugą stronę! Do ogródka!
Idę na dwór – Wychodzenie na dwór nie miało konkretnej lokalizacji. Było wyjściem z domu na świeże powietrze. Przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej, zakres terytorium mojego dworu był ograniczony wzrokiem matki i mieścił się w granicach kilkudziesięciu metrów wokół mojego bloku. Nie znaczyło to, że wtedy nie poznawałem Kielc. A jakże. Zazwyczaj centrum miasta poznawałem towarzysząc matce w jej spacerach po sklepach. Nigdy tego nie lubiłem. Sklepy które interesowały matkę, nie były w zakresie mojego zainteresowania. Mnie ciągnęło do innych sklepów. Do małych sklepików z zabawkami, do lodziarni, do cukierni. Te na złość omijaliśmy szerokim łukiem. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jak długo można chodzić i oglądać ubrania, kiecki, materiały krawieckie czy buty. W sklepach matka nie miała ze mnie pożytku. Nie umiałem jej doradzić, wybrać trafnie lub po prostu odradzić zakupu. Byłem znudzony i obojętny. Peryferyjne okolice Kielc poznawałem na krótkich spacerach oraz dłuższych wyprawach z obojgiem rodziców. Aby pooddychać wiejskim powietrzem nie trzeba było zbytnio się trudzić. „Wiocha” zaczynała się po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkałem. O przysłowiowy rzut kamieniem. Pokonując „graniczną” ulicę Źródłową (przy Astronautów) wychodziło się prosto na sady i obsiane pszenicą i żytem pola. Tak było do końca lat pięćdziesiątych. Gdy zacząłem chodzić do podstawówki, sady i pola zniknęły z mapy Kielc. Na tereny po obu stronach ulicy Ludwiki Wawrzyńskiej weszły ekipy budowlane i rozpoczęła się budowa nowego spółdzielczego osiedla – KSM. Nie mylić z dzisiejszym KSM-em. W skład tego pierwszego KSM-u wchodziło dwanaście dwupiętrowych bloków ciągnących się od ulicy Źródłowej do zespołu połączonych szkół -Ogólnokształcącej i Podstawowej nr 5. Chodząc do „szkoły na górce” po prawej stronie mijałem pachnące świeżością bloki a po lewej stronie obserwowałem typowe wiejskie klimaty. Przy niesprzyjającym wietrze dodatkowo wdychałem zapachy dochodzące z Miejskiej Lecznicy dla Zwierząt oraz Rzeźni Miejskiej. W późniejszym okresie KSM rozrósł się do dzisiejszego stanu. Obecna dzielnica KSM jest największą spółdzielnią mieszkaniową w regionie. Z upływem czasu mój dwór powiększył się od przydomowego terenu do granic całego osiedla, na którym mieszkałem. Z czasem wraz z rozwijającą się u mnie percepcją poznawczą anektowałem inne terytoria, ale zawsze najbliższy mi był dwór w obrębie mojego bloku przy ulicy Astronautów. Czułem i nadal czuję szczególną atmosferę tego miejsca.
Idę na drugą stronę! Druga strona była przeciwieństwem frontowej strony bloku przy Astronautów 1. Wyjście na drugą stronę było niczym innym jak przejściem na plac zabaw znajdującym się za moim blokiem. Jak przez mgłę pamiętam jego początki. Dziś niewyraźnie przypominam sobie obrazy stojącego przy rosnącej między blokami gruszy drewnianego baraku. Prawdopodobnie był to narzędziowy składzik robotników wykonujących roboty drogowe na ulicy Astronautów lub brukarzy układających chodniki na osiedlu. Jako mały chłopiec miałem przed swoim blokiem największą i najdłuższą w swoim życiu piaskownicę. Zamknięta ona była w obramowaniu krawężników ulicznych. Ciągnęła się od ulicy Źródłowej do ulicy Krynicznej. Zabawa w niej w ciepłym, wilgotnym piasku skończyła się wraz z ułożeniem trylinki. Barak na drugiej stronie też nie stał długo. Zniknął jednego dnia. Dzięki Bogu grusza pozostała i przetrwała. Plac został wyplantowany i utwardzony wysiewką. Pojawiła się na nim piaskownica, zjeżdżalnia i huśtawki. Wokół placu stanęło kilka ławek. Plac zabaw na drugiej stronie służył nie tylko mnie. Korzystały z niego też moje dzieci i wnuki. Niejednokrotnie od swoich dzieci usłyszeliśmy z żoną -Idę na drugą stronę. Dziś druga strona nie służy dzieciom. Jest placem dla samochodów okolicznych mieszkańców.
Idę przed klatkę! Wyjście przed klatkę była to najkrótsza do pokonania trasa a także najkrótsze pod względem mijającego czasu moje wypady z domu. Wystarczyło pokonać kilka stopni schodów klatki schodowej i już było się przed klatką. W dzieciństwie przed klatkę wychodziłem dla zabawy. Najczęściej, gdy na dworze panował nieznośny upał i nieznośne słońce operowało na placu za blokiem. Wtedy schronieniem był teren przed klatką. Blok był (i jest) usytuowany w kierunku północ-południe. Frontowa ściana z wejściami do klatek schodowych znajdowała się po północnej stronie świata i dawała cień do późnych godzin popołudniowych. Dopiero pod wieczór na ulicy pojawiały się promienie słoneczne. Zazwyczaj dziecięce zabawy kończyły się z powrotami naszych ojców z pracy. Choć do domu! Przypominało, że jest już pora na obiad. Wyjścia przed klatkę w wieku szkolnym dziś kojarzy mi się z powiedzeniem – Kargul! Podejdź do płota! Wystarczyło zwykłe gwizdnięcie kolegi, zawołanie lub jakiś inny umówiony sygnał i nie było siły bym usiedział w domu. Gnałem przed klatkę by spotkać się z kolegami. Staliśmy lub siadaliśmy na szerokim betonowym stopniu znajdującym się przed samym wejściem na klatkę. Koleżeńskie pogaduchy nie trwały długo. Mogliśmy być przecież obserwowani i podsłuchiwani przez rodziców lub sąsiadów.
Idę do ogródka! Znaczyło tyle, że będę w TPD-owskim ogródku jordanowskim. Granice tego ogródka wyznaczały krótkie odcinki ulic Astronautów, Źródłowej i Kopernika. Czwartą granicę ustalało wschodnie ogrodzenie boiska Technikum Ekonomicznego. Ciągnęło się ono od ulicy Kopernika do ulicy Astronautów. Nie pamiętam dokładnie, kiedy powstał ogródek. Pod koniec lat pięćdziesiątych czy na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wcześniej ten teren był własnością prywatną należącą do mieszkańca lub kilku mieszkańców Kielc. Do chwili wejścia ekip budowlanych stała na nim jeszcze stara niszczejąca chata. Gdy zaczęto budowę teren został wyrównany. Mniej więcej w jego centralnym miejscu wybudowano parterowy budynek będący TPD-owską świetlicą. Przy ogrodzeniu z ulicą Astronautów wykonano piaskownicę. Nasypano dwie górki. Służyły do zabawy zwłaszcza w zimie. Ta wyższa przypominała mały kopiec Kościuszki. Druga górka była niższa, ale za to dłuższa. Jej wysokość ograniczało ogrodzenie Ekonomika. Na wykonanym placu poustawiano zabawki z metalu; huśtawki, karuzelę, zjeżdżalnie, zestaw drążków do podciągania. Za większą górką wylano betonowy basen z przylegającym do niego brodzikiem. Krótko służył okolicznym dzieciakom. Prawdopodobnie przestano napełniać go wodą ze względów sanitarno-epidemiologicznych. Nieco później zasypano go piaskiem i służył dzieciakom jako piaskownica. W miejscu starej piaskownicy stanęła metalowa rakieta.
Z czasem ogródek zaczął popadać w ruinę. Widać ją było po niekoszonej trawie i rozrastających się krzakach oraz pojedynczo znikających elementach wyposażenia placu zabaw. Świetlica nie służyła już okolicznym dzieciakom. W budynku powstało przedszkole. Po kilku latach użytkowania przez przedszkole, budynek został opuszczony i popadł w ruinę. Teren, który służył trzem pokoleniom okolicznych mieszkańców, został sprzedany i zmienił się wraz ze zmianą ustrojową. Dzisiaj pozostały mi tylko wspomnienia i kilka starych zdjęć. Przeglądając je dostrzegam za mną w tle nieistniejącą już historię.
Z ogródkiem wiążą się też zabawne sytuacje. Opowiem jedną z nich. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku do mojej sąsiadki przyjechała rodzina ze Śląska z siedmio… czy ośmioletnią córką. Widząc, że młoda nudzi się w domu, jej ciotka a moja koleżanka zabrała ją na huśtawkę do ogródka. Po paru bujaniach młoda pyta – „Ciociu! Czemu nie masz swoich dzieci?” Zakłopotana ciotka odpowiedziała – Wiesz! Bocian mi jeszcze nie przyniósł! Myślała, że jej wykręt zakończy drażliwy temat. Myliła się, bo usłyszała – A pomyślałaś ciociu o zmianie ptaszka? Takie są hanyski – bezpośrednie i szczere do bólu.
Karuzela. Pierwsza zabawka, na którą wchodziło się po przekroczeniu furtki od strony ulicy Astronautów. W tle za ogrodzeniem Handlówka i fragment ulicy Kopernika. W prawym górnym rogu budynek świetlicy TPD. Po prawej stronie przed ogrodzeniem boisko do siatkówki. Na zdjęciu widoczne są słupki do zawieszania i naciągania siatki. Za świetlicą niewidoczne jest boisko do tenisa lub badmintona. Widoczna na zdjęciu tablica do gry w koszykówkę stała na terenie boiska szkoły.
Basen. Ogródkowa frajda dla dzieciaków. Kąpielisko służące raczej do taplania się w wodzie. Nie sposób było w nim pływać. W miejscu widocznym na zdjęciu, za widocznym murkiem znajdował się brodzik do mycia nóg przed wejściem do basenu. Za ogrodzeniem ulica Źródłowa i widoczna na niej tablica budowy powstającego osiedla KSM.
Największa w ogródku huśtawka. Na wielkiej metalowej konstrukcji zamontowane były trzy huśtawki w kształcie łódek. Bujało się na nich wysoko. Robiłem z kolegami zawody kto dalej skoczy z rozhuśtanej łódki. Za ogrodzeniem ogródka ulica Źródłowa a za nią drewniany płot budowy. Widoczna tablica budowy bloków KSM (ta sama co na poprzednim zdjęciu).
Jednoroczna atrakcja dla dzieci. Stary wysłużony autobus ustawiony przy ogrodzeniu ogródka TPD przy ulicy Astronautów. Wymontowano z niego tylko silnik. Pozostawiono lizaki – kierunkowskazy a w środku kierownicę i wszystkie siedzenia. Po prawej stronie widoczne bloki przy Astronautów. W luce między „pięciopiętrowką” a autobusem widoczny fragment Gmachu Leonarda od strony ulicy Krynicznej.
Rakieta. Najdłużej stojąca w jordanowskim ogródku zabawka. Stanęła w miejscu starej piaskownicy. W rogu ulic Źródłowej i Astronautów. Była niezniszczalna. Dużym wyzwaniem było wejście na jej szczyt i zakręcenie metalową chorągiewką. Służyła trzem pokoleniom. W tle widoczne zaniedbania – niekoszona wysoka trawa i nieprzycinany żywopłot.
Jerzy Wnukbauma
Czasami robię sobie przerwę.
Wtedy odpocznę i się rozerwę.
Ja genealogię traktuję po-waż-nie.
Księgi w archiwach badam rozważnie,
lecz gdy za długo robi się wzniośle,
wówczas strajkuję i myślę o wiośnie.
Wymieniam wtedy Klio na Talię
– ptaszki śpiewają, pachną konwalie,
żaby kumkają, bocian kleknie.
Przodek mi przecież nie ucieknie.
Na taką zmianę potrzeba grosza.
Czekam cierpliwie na listonosza.
Kiedy już wezmę forsę z ZUS-u
dostaję takiego animuszu,
że na nic zamki, kłódki i sztaby.
I nie ma silnych. Lecę na baby.
Wybieram; wino, kobiety, śpiew.
Zaspokojony wracam do drzew.
I znów zamieniam Talię na Klio.
Genealogii mówię – Wio!
Patrzę ukradkiem czy Klio ożywa,
bo nader często z przemianą bywa,
że z czerwonym licem, zmieszaną miną
słyszę, jej głos – „Jurek ty świnio!”
Wtedy ulegam wielkiej panice
bo przekroczyłem wszelkie granice.
Dociera do mnie, że trochę grzeszę
raniąc mych przodków całą rzeszę.
W Radiu Maryja poszukam ratunku
naprawy grzechów i wizerunku.
Ja wiem w zasadzie co czeka,
po śmierci grzesznego człowieka,
lecz nie wiem co czeka innych,
memu grzechowi współwinnych.
Zadzwonię do Ojca. A co mi szkodzi
Przecież nie tylko o mnie tu chodzi.
Wyznam mój grzech Ojcu w eterze
Gdy go zapytam odpowie szczerze.
Dowie się również Polska cała
– Byleby żona nie usłyszała,
bo wtedy umrę śmiercią męczeńską
Przedwczesną i to przez płeć żeńską.
Numer wykręcam i słyszę „Szczęść Boże”
Poznałem głos i mówię „Ojcze Dyrektorze!
Mam jeden problem. Kocham kobiety!
Czy to mały grzeszek, czy ciężki niestety?”
I przemilczałem, że moje kobietki
liczę bez mała na półsetki.
Od razu widać, że trudne pytanie.
Ojczulek po chwili odpowiedział na nie.
„Dla takich grzeszników synu, jest czyściec,
byś odpokutował a im mogły łzy ściec”.
Słyszycie dziewczyny? Nie pójdziecie do piekła!
Święta osoba dzisiaj wam to rzekła.
Zaklepałem wam czyściec po drodze do Piotra,
ja mam zapewnienie, że tam przyjmą łotra.
Przy okazji sprawdzę czy męscy protoplaści
byli damskich dziurek wielcy entuzjaści.
Poczekam też cierpliwie na mych zstępnych dusze.
Moje geny wszak nie dadzą odmówić dziewusze.
Jerzy Wnukbauma
Kiedy w Polsce weszło nadawanie nazwisk? Bóg jedyny wie. Dokładnej daty; dzień, miesiąc, rok – nie ma. Jednak za nim to nastąpiło nasi wstępni posługiwali się imionami, przezwiskami i odmiejscowymi przydomkami. Przykładem niech będą sienkiewiczowskie, fikcyjne postacie. Weźmy na warsztat Zbyszka z Bogdańca. Ojcem Zbyszka był Jaśko z Bogdańca, matką Jagienka z Mocarzewa a stryjem Maćko z Bogdańca. Wszyscy oni pochodzili ze stanu rycerskiego, pieczętowali się rodowym herbem „Tępa Podkowa”. Zawołaniem ich było – „Grady”. Sienkiewiczowska powieść rozgrywa się na początku XV wieku. Każdy uważny czytelnik na podstawie tekstu może obliczyć także rok urodzenia Zbyszka a także w przybliżeniu rok, w którym brał ślub z Jagienką (babą do orzechów) – córką Zycha ze Zgorzelic i Małgorzaty. Z tego związku na świat przychodzą synowie Zbyszka i Jagienki; Jaśko, Maćko, Zych i Jurand.
Czy da się zrobić genealogię Zbyszka z Bogdańca? Oczywiście da się. Kto genealogowi zabroni, ale czegoś w niej niewątpliwie zabraknie! I nie chodzi o to, że Sienkiewicz kończy powieść na bitwie pod Grunwaldem nie uśmiercając swojego bohatera. Tu brakuje nazwisk. Za to powtarzających się imion mamy dostatek. Maćki, Jaśki, Zychy, Jurandy.
We wcześniej napisanej Trylogii, Henryk Sienkiewicz nadaje nazwiska wszystkim opisywanym w trzech powieściach postaciom. Także wszystkie bohaterki płci pięknej „Potopu”, „Pana Wołodyjowskiego” czy „Ogniem i mieczem” noszą nazwiska po swoich ojcach lub mężach. Różni je tylko sufiks – …owa lub – …ówna. Ale między Krzyżakami a Trylogią jest zasadnicza różnica. Różnica dwóch wieków. Akcja „Krzyżaków” toczy się od śmierci królowej Jadwigi do bitwy pod Grunwaldem. Czyli koniec XIV wieku i początek wieku XV. Akcja Trylogii toczy się zaś w XVII wieku. Różnica dwustu lat z małym hakiem. W tym czasie była też zmiana epok. Średniowiecze ustąpiło renesansowi. Upadł Konstantynopol, Kolumb odkrył Amerykę a i nasz król zadbał o rozwój polskiego oświecenia. Tworzyli polscy pisarze; Jan Kochanowski, Mikołaj Rej, Andrzej Frycz Modrzewski. Sumienia Polaków budził Piotr Skarga. Wszyscy bohaterowie mają już swoje nazwiska. Nasuwa się więc wniosek, że nadawanie nazwisk w Polsce przypada pośrodku – na XVI wiek. Nic bardziej mylnego. Nadawanie nazwisk było procesem długotrwałym i nierównomiernym. Inaczej zachodziło w Wielkopolsce, inaczej na Mazowszu, a jeszcze inaczej na Kresach. Najwcześniej nazwiska przyjmowała szlachta, później mieszczaństwo i na końcu chłopi. Dlaczego wprowadzono zwyczajowe prawo nadawania nazwisk? Jak nie wiadomo o co chodziło to niewątpliwie chodziło o pieniądze. Nie wystarczyło, że do kościoła przyszedł Zbyszko z Bogdańca, przyniósł syna i przed księdzem wygłosił kwestię Danuśki -„Mój ci on!” i dodał, „że życzeniem żony jest nadać mu imię Jaśko”. Świat się zmienił. Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Przybywało ludzi, przybywało majątków i trzeba było to ogarnąć. Zarządzać zgodnie z prawem. Dokumentować swoje przed panem, wójtem i plebanem. Dochodzić przed sądem swych praw.
Tak więc proces ten trwał latami. Znając życie będzie trwał jeszcze kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Ale tym niech martwią się małżeństwa (jak to mówił kandydat Nawrocki) – „jednopuciowe”. Po nich zapewne przyjdzie czas na trójkąty, czworokąty, koła… Na tym kończy się moja pomysłowość. Nie zastanawiam się też od kogo i jakie nazwiska będą przyjmowali ludzie żyjący w takich związkach. Dzisiaj, póki co, ludzie kochający się inaczej najczęściej mają do czynienia z wyzwiskami.
Tyle na temat nazwisk. Ja nieco inaczej patrzę na nasze godności. Wybieram niektóre z gąszczu drzew i wkładam je między wersy. Jest ich trochę. Niektóre z pewną nieśmiałością zamieszczałem w sieci – Burczymucha, Jan Kotek, Słowik, Matysek, Pasek, Goldfisch… O! Jeden chyba przeoczyłem. Co prawda nie jest o genealogii, ale ze względu na związki nieformalne wpisuje się do jednego z wątków.
Przepiórka
Przeżył szok kapelan. Doznał kapłańskiej porażki,
bo żołnierze na spowiedzi wyznali mu z przepiórką igraszki.
Kapłan od początku miał oko na nowy pobór cały,
bo wydał mu się jakiś inny, dziwny, zniewieściały.
Rozgrzeszył by samogwałt, odpuścił seks z koryntu córką,
Ale zoofilia? Dzikie orgie z przepiórką?
Poszedł do dowódcy i problem wyjawił,
– „Oddział Pana wojska z przepiórką się bawił.”
Zrobili szybko w dwuszeregu zbiórkę.
Padło – „Wystąp kto molestował przepiórkę!”
Wystąpili wszyscy. Tylko jeden żołnierz został.
Za obywatelską postawę tydzień urlopu dostał
i od księdza obietnicę, że odpust za grzechy dostanie.
Jak się nazywacie – Przepiórka! Panie kapitanie!
I jak tu dzisiaj zanucić za Mazowszem;
Uciekła mi przepióreczka w proso
a ja za nią nieboraczek boso.
Uciekła mi przepióreczka w żyto
a ja za nią z fuzyją nabitą.
Pozostaje tylko nucenie refrenu. Uha ha, uha ha, uha ha… Albo! Całkowita zmiana repertuaru.
Jerzy Wnukbauma
Od mego konika dostaję bzika? Spokojnie! Niegroźny, niewymagający leczenia i niezaraźliwy. Jednak zapobiegawczo robię sobie przerwy od genealogii i coraz częściej zastanawiam się czy mógłbym pozostawić raz na zawsze za sobą wszystko to, co dotąd zrobiłem? Żyć pełnią szczęścia – tu i teraz? Wykrzyczeć za Adamem Asnykiem „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe”. Pewnie mógłbym, lecz wychodzi mi to jak zwykle. Ale Bóg mi świadkiem, że próbuję.
Jak skutecznie rzucić genealogię i pozostawić w spokoju swych przodków? W takich przypadkach najlepsze są stare, dobre metody, czyli – leczenie klina klinem. W przypadku genealogii tym klinem jest zapomnienie o wstępnych i zajęcie się wyłącznie swoimi zstępnymi. W moim przypadku wystarczy zająć się wyłącznie swoimi: dziećmi, wnukami i prawnukiem. Czy mi wychodzi? Okazuje się, że nie. To zamiana siekierki na kijek. Moi milusińscy nie przyczyniają się do zmiany mojego przyzwyczajenia. Wystarczy z ich strony jakieś słowo, gest bądź zachowanie a zastanawiam się do kogo to się wrodziło? Doszukuję się wtedy czyichś złych genów. Mógłbym co prawda całą winę zwalić na żonę i na jej rodzinną linię i poprzestać na tym. Lecz nie. Muszę drążyć, a babranie się w genach to przecież powrót do genealogii.
Zajmując się swoimi wnukami nachodzą mnie też czasem czarne myśli. Przypomina mi się wtedy piosenka ze spektaklu Klimakterium2 śpiewana przez Elżbietę Jodłowską – Co zrobią z nami nasze dzieci? Nachodzą mnie wtedy liczne refleksje, które zmuszają mnie do zatrzymania się i zadumy. Zadaję sobie wtedy pytania o naszą (moją i mojej żony) przyszłość. Co zrobią z nami nasze dzieci?
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Kiedy już wszystko im oddamy?
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Które przecież tak kochamy!
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Wciąż to pytanie mnie nurtuje,
Jaką szykują nam zapłatę,
Gdy głowa nasza już strajkuje,
Kiedy staniemy się ciężarem
Kiedy nam skończą się pieniądze
Co z nami zrobią nasze dzieci
Te które wciąż są naszym słońcem!
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Dużo pracują, wciąż są biedni.
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Gdy już będziemy niepotrzebni!
To powtarzające się w tekście piosenki Elżbiety Jodłowskiej pytanie, znowu nie pozwala mi na całkowite porzucenie genealogii. Ta dręcząca niepewność jest znowu pretekstem do podróży w przeszłość i sprawdzenia, co robili ze swoimi rodzicami nasi dziadkowie i pradziadkowie? A więc znowu zabawa w historię swoich przodków.
Sięgając pamięcią wstecz, moimi dwoma babkami (zgodnie ze starym powiedzeniem – „Jak masz córkę to możesz liczyć na opiekę na starość”) opiekowały się ich córki – moja matka swoją matką oraz ciotka swoją rodzicielką. Zgodnie z tym powiedzeniem, swoimi rodzicami opiekowała się też moja żona. Z aktów zgonów moich czterech warszawskich prababek, też wynika prawidłowość tego powiedzenia. Wnoszę to na podstawie adresów zamieszkania prababek w chwili ich śmierci. Pokrywały się one z adresami zamieszkania ich córek, a moich babek. Znacznie gorzej trafiła moja w prostej linii 3xprababka. Z jej aktu zgonu wynika, że pomimo posiadania licznego potomstwa (w tym czterech córek), na starość przyszło jej utrzymywać się z żebractwa. W jej przypadku wystąpiły u mnie kolejne, dodatkowe pytania – Czy był to świadomy wybór praprababki czy być może była nieznośną, zgryźliwą staruszką i dlatego skończyła pod kościołem?
Jak sami widzicie, muszę zmienić swoją metodę odwyku od genealogii i zająć się czymś innym. Na przykład zwierzętami. Tak zwierzątkami, bo one są dzisiaj w wielkiej potrzebie. Dowodem niech będą liczne sprawy o ich złym traktowaniu, głodzeniu, porzucaniu w lesie. Przysłowiowej oliwy do ognia dolała zawetowana przez prezydenta ustawa łańcuchowa. O zwierzątkach mówiła też posłanka Kurowska na sejmowej komisji środowiska – „Puszcza Białowieska jest w stu procentach zdewastowana. Uciekają z niej nawet żubry. Uciekają, bo jak mają żyć w takich warunkach, gdy potykają się o powalone drzewa”. Później, już poza kamerami, w sejmowych kuluarach posłowie PiS dzielili się swoimi szerszymi refleksjami. Można się było od nich dowiedzieć, że za sprawą rządów Tuska z kraju uciekają też inne zwierzęta. Ot choćby całe gromady ślimaków wynoszą się z Polski by nie płacić tu podatków od nieruchomości. Nie stać ich (ślimaków) na taki wydatek, bo każde z nich ma swój domek. Stary ślimak ma swój domek, jego żona ma swój domek, dzieci mają swoje domki. Ale to są mięczaki i nie ma się co dziwić. Lecz dlaczego ta zwierzęca emigracja udzieliła się też naszym polskim zającom? Otóż jak mówią posłowie PiS – zając ma futro, jego żona w futrze, ich dzieci w futrach. Zwiewają by nie płacić podatków od luksusu. Ta nerwówka udzieliła się też naszym polskim ptakom. Najczęściej mówi się o naszych bocianach. One też zwiewają z kraju przed drakońskim prawem podatkowym. Bo sami rozumiecie – stary bociek co roku spędza zimę w ciepłych krajach. Jego żona co roku całą zimę przebywa w ciepłych krajach. Ich dzieci co roku emigrują do Afryki. Suma summarum – nie stać ich na płacenie podatków. Na naszych ptakach skończyły się naukowe wywody posłów opozycji. Nie wiem, czy nieświadomie, czy celowo nie dopowiedzieli dalszego ciągu ich naukowego wywodu. Natura nie lubi próżni dlatego chodzą słuchy, że w miejsca uciekinierów PiS ma ściągać z Afryki całe stada pawianów. Tajemnicą poliszynela jest to, że chcą korzystać z doświadczeń Piotra W i Edgara K. Te człekokształtne ssaki mają być sprowadzane do Polski, bo nasz klimat się ociepla. Po drugie – wszystkie pawiany mają gołe dupy i nic im tu ze strony Tuska nie grozi. W razie czego odwrócą się i pokażą koalicji 13 grudnia, gdzie ich mają. Ja postanowiłem kupić sobie pieska. Z dwojga złego wolę utrzymywać i płacić podatek za kundelka, niż łożyć na skundlonych polityków. Na ich biura, rzeczników, doradców, podróże…et cetera.
Jerzy Wnukbauma
Za sprawą prezydenta USA dowiedziałem się, że dzisiejszej nocy nastąpi koniec naszej cywilizacji. Z wielką obawą kładłem się spać. Co będzie jutro rano? Czy obudzę się w innym świecie? W świecie, którego nie znam. W świecie nieznanym, bez cywilizacji i bez Boga. Tak! Bez Boga Ojca i Jego Syna, bo zaczęło też iskrzyć na linii Watykan – Biały Dom. Strach się bać. Czyżby powtórka z rozrywki? W historii tego świata był już jeden szalony władca, który mianował swego konia senatorem, spalił Rzym i prześladował chrześcijan. Czyżby powrót do przeszłości?
Przed snem spytałem, co o tym wszystkim myśli sztuczna inteligencja. Wpisałem; tramp+papież+zdjęcie. W odpowiedzi przeczytałem, że do Chicago poleciał papież, na lotnisku wsiadł do taksówki. Ponieważ zna Chicago jak własną kieszeń, poprosił taksówkarza o poprowadzenie samochodu. Zamienili się miejscami. Po krótkiej jeździe zatrzymał ich chicagowski policjant. Poprosił o prawo jazdy. Gdy spojrzał na nazwisko i zdjęcie kierowcy powiedział – Proszę czekać! Odszedł na bok i zadzwonił do swego szefa mówiąc – Mamy problem! Zatrzymałem kogoś ważnego! W odpowiedzi usłyszał – Kogo? Gubernatora? Nie! Jeszcze ważniejszego! – Co Trampa? Nie! Jeszcze ważniejszego! Sam papież robi u niego za kierowcę! Rozbawiony położyłem się spać. Może jutro nie będzie tak groźnie?
Wstając rano, z ciekawością wyjrzałem przez okno. Świat jest taki jaki był. Za oknem zamiast kresu cywilizacji, zwykła szara codzienność. Włączyłem radio. Może media coś na ten temat powiedzą? Z głośnika miły, ciepły, kobiecy głos namawiał mnie na życie w stylu slow. Nie miałem pojęcia co to za styl życia i z czym go się je. Z nieodpartej chęci poznania zapytałem sztuczną inteligencję? Dowiedziałem się, że… Tu zacytuję.
{„Slow life – jest to filozofia życia stawiająca na jakość, spokój, harmonię, rezygnująca z nieustannego pośpiechu na rzecz świadomego doświadczenia chwili. To nie „ślimacze tempo”, lecz życie w zgodzie z własnymi potrzebami, redukcja stresu, pielęgnowanie relacji i uważność na „tu i teraz”}.
Tyle z redagowanej przez AI treści. Choć jest tego znacznie więcej, pominę dalszy ciąg tekstu opracowanego przez internetowe algorytmy. Zajmę się inną stroną takiego życia. Słuchając radiowej pogadanki o „nowym” stylu życia, po każdym następnym zdaniu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to już było. Utwierdzałem się w przekonaniu, że to jest kolejna no-wo-mo-da. Po zakończeniu audycji natrętnie na usta cisnęły mi się słowa Andrzeja Sikorowskiego – Ale to już było! I ma wrócić więcej? Tak. Życie, do którego namawiają mnie zwolennicy tego stylu przeżywali moi przodkowie. Czy byli zadowoleni? Czy też uważali, że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł? W końcu – czy wiedzieli, że są pionierami takiej metody życia?
W tym krótkim artykule nie poświęcę swojego cennego czasu na opisywanie sielskiego życia moich przodków po mieczu. Sądzę, że podobnie jak ja, dbali o to by im, oraz ich dzieciom żyło się lepiej, godnie i spokojnie. Stąd ich przemieszczanie się z Urzecza do Raszyna, a później do Warszawy. Dzisiaj nowobogaccy lansują odwrotną metodę życia. Przesiedlają się na wieś. Najczęściej blisko wielkich miast, by w dziesięć, dwadzieścia minut jazdy swoim samochodem, podrzucić dzieci do szkoły i zdążyć do pracy. Oddychając całą piersią wiejskim powietrzem psioczą, że coś im śmierdzi, że krowy ryczą, psy szczekają, a kury srają. Typowe roboty wiejskie są dla nich nie do wytrzymania z powodu hałasujących maszyn rolniczych. Za to raz na kilka lat mogą odpłacić się sąsiedzkiej społeczności wiejskiej, wywieszając plakaty wyborcze ich przeciwników politycznych.
Zajmując się genealogią nie mogę żyć stylem slow. Zwolnienie tempa nie wchodzi w grę. Zgodnie z zaleceniem księdza Jana Twardowskiego spieszę się. Spieszę się, bo ludzie wokół mnie szybko odchodzą. Ze starszego pokolenia nie mam już nikogo, od kogo mógłbym dowiedzieć się jak i w jakim tempie żyli moi przodkowie. Na dodatek niektóre internetowe strony, z których czerpałem o nich wiedzę, bezpowrotnie znikają. I jak tu stawiać nacisk na „żyj tu i teraz”. Poza tym – Nie potrzeba mnie namawiać do zmiany trybu życia. Swój tryb życia zmieniam od dzieciństwa. Będąc dzieckiem nie mogłem doczekać się, kiedy będę dorosły. Będąc uczniem z utęsknieniem czekałem na koniec szkolnej męki. W pracy marzyłem o emeryturze. Teraz o to bym miał mnóstwo wolnego czasu, dbają inni. Ot choćby tym, że wyznaczają mi wizyty; do lekarzy, do sanatorium, na zabiegi i rehabilitację na odległe nieraz dwu, trzyletnie terminy. Dbają przy tym o to, bym żył „spokojnie”, „harmonijnie”, „bezstresowo”. Czekając na swoje świadczenia z NFZ, zauważam, że ja i mój świat sam się zmienił. Dawniej, gdy na ulicy widziałem przechadzającą się samotną kobietę, swoją ciekawość zaspakajałem pytaniem – Spacerujesz czy pracujesz? Dzisiaj nawet biegnącą w moim kierunku kobietę nie zaczepiam. Wiem, że ćwiczy jogging, albo spięło ją, lub chce jej się sikać i biegnie do ubikacji.
Jerzy Wnukbauma